web analytics

Historia pewnego chłopaka – część 4

Opublikowane przez Łukasz w dniu

Rozpoczęcie nowej drogi w życiu jest często naprawdę bardzo trudne. To jest historia kogoś, kto chciał zacząć żyć zdrowiej i dłużej, lepiej. „Michał” to jego pseudonim i jako, że nie lubi on publikowania o sobie na łamach internetu, czy nawet mówienia o sobie, to uszanujemy jego prywatność. Jeżeli przegapiłeś część trzecią, znajdziesz ją tutaj.
Wczoraj zrobiłem sobie dzień wolny. Wszystko mnie bolało. Popełniłem błąd i stanąłem na wadze. Wiem, że nie powinienem spodziewać się jakichkolwiek rezultatów tak szybko, ale… no cóż. Nie zniechęcam się, ale miałem nadzieję na cud. Moja żona jest jednak pełna energii. Poszła na trening ze swoją przyjaciółką do innej siłowni. Wróciła do domu i powiedziała: „Michał, pokochasz to. Tam było mnóstwo facetów w Twoim wieku podnoszących ciężary.” Więc zapytałem ją, na czym polega różnica. Myślałem, że to będzie jak jakieś zajęcia fitness w rytm muzyki, czy coś takiego. Wysłała mi SMSem adres strony internetowej. Najważniejsze co zobaczyłem, to nagłówek: „Zwykli ludzie osiągający niezwykłe rzeczy”, cokolwiek to miało znaczyć. Nie staram się być niezwykły, ani mieć przyjaciół, czy nic z tych rzeczy. Próbuję po prostu zrzucić kilka kilogramów. Jestem wystarczająco „niezwykły”. Przynajmniej nie jestem nieszczęśliwy. Świetnie. Zobaczymy, może pomyślę o tej całej mojej „zmianie”. Mam przecież kolegów na koszykówce – a może „miałem”. Nie chodzę tam przecież już od kilku lat. Może powinienem wrócić do tego… hm, jednak najpierw lepiej byłoby wrócić do jakiejś „formy”. Do tego jeszcze pewnie nabrałem większej wagi od piwska, po tym jak przerwałem kosza. Moja żona wraca jutro na spotkanie do Box74. Prawdopodobnie zamydlą jej oczy i wcisną jakieś członkostwo. Nie wiem, dlaczego oni płacą dwa razy więcej za to, za co płacę na tej siłowni, ale ona jest podekscytowana, więc nie zamierzam jej nic mówić. Są gorsze rzeczy, na które mogłaby wydawać pieniądze, uwierz mi.
OK, moja żona zapisała się do Box74. Robi jakieś szkolenie 1:1 z trenerem, żeby zacząć. Jest bardzo podekscytowana i przyniosła do domu ten kawałek papieru, żeby pokazać mi obwody w talii, łydkach i inne takie rzeczy. Zażartowałem, że ja też spalam sporo kalorii dziennie, gdy oglądam Netflix’a na kanapie. Powiedziała mi, że też powinienem umówić się na taką konsultację. Mógłbym się zdziwić, haha. Ale tak na poważnie, to powiedzieli jej, że mogę przyjść z nią na pierwszą sesję. Więc jestem rozdarty: nie chcę wyglądać głupio przed nią (bo jestem przecież zwykłym CZŁOWIEKIEM, prawda?) Z drugiej strony, jeśli ona ma zamiar zacząć w tym Box74,  to raczej nie chcę jej pozwolić wyprzedzić mnie. Jeśli mam tego spróbować, to chyba teraz jest na to najlepszy moment. I muszę w tym miejscu coś przyznać: odkąd oboje zaczęliśmy trenować kilka tygodni temu, między nami lepiej się układa. Rozmawiamy o naszych treningach. W niedzielę poszliśmy razem na zakupy. Tak naprawdę nie zdawałem sobie z tego wcześniej sprawy, ale często miałem pewne obawy co do dzielenia się z nią na temat niektórych rzeczy, a rozmowa na temat treningu sprawiła, że ​​oboje trochę bardziej się otwieramy. Człowieku, jeśli nie możesz być otwarty na dowolne tematy ze swoją własną żoną, to z KIM? Zbliżają się Święta, a potem nieuchronnie Walentynki. Wiem, że wspólne spędzenie z nią czasu jest lepsze niż kupowanie jej czekoladek czy kwiatów. Prawdopodobnie pójdę tam z nią i zobaczę, co oni tam robią. Od trzech tygodni jestem bardzo konsekwentny, więc nie sądzę, żeby mnie tam zabili.
Zrobiliśmy już DWA treningi w Box74. Na sali nie było żadnej innej klasy, więc byliśmy tylko ona i my. Tak, trener dziewczyna. Ale to nie była jakaś wypudrowana dziewiętnastolatka. Za zadanie mieliśmy robić przysiady (trudniejsze niż myślisz, nie mogę dzisiaj chodzić), a następnie to małe, siedmiominutowe wyzwanie. Nie żartuję, byliśmy tam równo 60 minut. Wróciliśmy następnego dnia. Byłem bardzo obolały, ale wykonywaliśmy inne ćwiczenia. Byłem dobry w martwym ciągu i trochę się popisałem, co było świetne z punktu widzenia mojej pewności siebie. Kolejny super krótki trening, ale za to tak samo ciężki jak ten pierwszy. Tak dla porównania, zdecydowanie cięższy niż 90 minut ćwiczenia na siłowniach i cardio na maszynach. Widzę już, że istnieje ogromna różnica między tym, co robię w Box74, a tym, co się nazywa „treningiem” w innych miejscach. To nie jest może najtańsze, ale teraz rozumiem dokładnie dlaczego tak jest. To jest przecież trening personalny w całym tego słowa znaczeniu oraz opieka pod kątem odżywiania – czego więcej mogłem chcieć wcześniej? Dziś nasze „zadanie domowe” polegało będzie na oczyszczeniu naszych szafek w kuchni z wybranego przez nas niezdrowego produktu. Wydaje się to całkiem łatwe. Przekonamy się! Ooooo ja, cóż za wielkie plany jak na środę! To chyba lepsze niż oglądanie Netflix’a.
I tak zupełnie po prostu, wywaliliśmy z naszej kuchni wszystkie słodycze. Dziś mam za to ciężarówkę z nowymi produktami. Sądzę, że mamy szczęście, że stać nas na te wszystkie rzeczy, których naprawdę nie potrzebujemy. Szafki na chwilę obecną są dość puste. Ale bawiliśmy się dobrze: wypiliśmy kieliszek wina i zaczęliśmy rozmawiać o siłowni. Potem – co zabawne – zrobiliśmy przerwę na Netflix i zobaczyliśmy film dokumentalny o Cross’ie. To zadziwiające jak szybko „wchłaniamy to”. Naszym kolejnym zadaniem domowym na dzisiaj było pójście do Box74 i zrobienie krótkiego treningu na własną rękę. Oni na to mówią „Open Gym”. Pracujemy z żoną dziś w nieco innych godzinach pracy, więc muszę iść do Box74 sam. Widziałem, że na 18:10 był komplet uczestników zapisanych w ich systemie, dlatego wydawało mi się to trochę onieśmielające. Gdy dotarłem widziałem, że robili coś podobnego do tych gości na Netflix’ie, a zatem póki co trzymam się od nich z daleka. Ci ludzie to świry! Miałem nadzieję, że będę mógł ich trochę pooglądać w czasie własnego treningu. Tak właściwie, to miałem tylko nadzieję, że uda mi się wpaść na to, jak samemu wykonać wszystkie te ćwiczenia bez pomocy trenera. To nie żart! Zmuszenie się do wysiłku bez „rozkazów” dowodzącego trenera wcale nie było takie proste. Najlepsza wiadomość jest taka: nie jestem aż tak wyczerpany wieczorem. Kiedyś po kolacji siadałem na kanapie i budziłem się po godzinie. Zeszłej nocy byłem całkowicie pełny energii i uśmialiśmy się z żoną, kiedy wyrzucaliśmy do kosza pudełka z płatkami śniadaniowymi (w końcu wiemy, że wcale nie są tak zdrowe jak mówią w reklamach!). Właściwie to udało się nam nawet przeprowadzić całkiem ciekawą wspólną rozmowę. Takie rzeczy powinni umieścić na swojej stronie internetowej jako reklamę.
Kolejna część już wkrótce!
athlete, body, cinder track
Kategorie: WoD

Łukasz

Właściciel Box74 Świdnica!