web analytics

Historia pewnego chłopaka – część 5

Opublikowane przez Łukasz w dniu

Rozpoczęcie nowej drogi w życiu jest często naprawdę bardzo trudne. To jest historia kogoś, kto chciał zacząć żyć zdrowiej i dłużej, lepiej. „Michał” to jego pseudonim i jako, że nie lubi on publikowania o sobie na łamach internetu, czy nawet mówienia o sobie, to uszanujemy jego prywatność. Jeżeli przegapiłeś część czwartą, znajdziesz ją tutaj.
No cóż, mój miesiąc „promocji” dobiegł końca na mojej „starej” siłowni, a ponieważ świetnie się czuję w Box74, to nie planuję powrotu. Najzabawniejsze jest to, że wcale nie brakuje mi tych maszyn z „tradycyjnej” siłowni. W końcu zrobiliśmy pomiary z Megii, no i uświadomiłem sobie dlaczego te stare jeans’y, które jeszcze rok temu leżały na mnie całkiem normalnie, nie chcą nawet przejść przez nogawkę. Okazuje się jednak, że mam więcej tłuszczu, niż myślałem. Moja żona nie chce nawet rozmawiać o swoich pomiarach. Myślę, że to na szczęście tylko punkt wyjścia. Od teraz może być już tylko lepiej! Kiedy zacząłem zapisywać zmiany, które wprowadziłem w życie od czasu rozpoczęcia nowych treningów, to wydawało mi się, że nie było tego zbyt wiele. Jednak teraz, kiedy nad tym głębiej się zastanowię, to robi się z tego cała lista: zacząłem dodawać warzywa do prawie każdego posiłku.  Na deser zamiast słodyczy jemy owoce. Na biurku trzymam wodę mineralną. I w końcu poszedłem też na zajęcia grupowe. Po pierwsze, czuję się dobrze. Podkreślam nawet „bardzo dobrze”. To, co wcześniej uważałem za „dobre samopoczucie”, było po prostu przeciętnym, ale myślałem, że to normalne z przyzwyczajenia, bo nigdy nie czułem się lepiej. A teraz wstaję rano przed budzikiem, nie boję się że nagle dopadnie mnie zmęczenie w pracy, z kolei kawa wydaje się mieć o wiele większy wpływ na mnie niż przedtem. Mój trener powiedział mi, że mogę się zdrzemnąć po południu, ale w niektóre dni nawet nie czuję takiej potrzeby. Oto najśmieszniejsza część: już nie jestem aż tak podekscytowany, ale raczej cieszę się, że idę na siłownię. Właściwie to czekam na to cały dzien! Kiedy idę na trening z trenerem, za każdym razem robimy coś innego. W Box74 nie wyciskałem na klatkę, ale wczoraj robiłem power clean’y i pressy. Wcale nie było lekko. Moje plecy były całe „sztywne” następnego dnia. Ale to nie ból, tylko zakwasy, czyli znak tego, że ciężko pracowałem. Zwykle zdarza mi się to tylko gdy rąbię drewno do kominka na zapas. W tym tygodniu naszym „zadaniem domowym” było wypróbowanie zajęć grupowych. To zasadniczo tego samego rodzaju treningi, które wykonywaliśmy z naszym trenerem: najpierw uczymy się jakichś ruchów, potem próbujemy je wykonać, a na koniec jest szybki interwał. Tylko, że trening w grupie jest całkowicie inny niż indywidualny. Nasz trener polecił przyjść na 17:00 i choć miałem nieco zamieszania w pracy, żeby zdążyć, to udało się nam przyjść w zeszłą środę. Niezła ekipa. Okazuje się, że nasz syn grał w piłkę z synem jednego z pozostałych chłopaków. Świdnica to małe miasto, jeśli Cię nie znam, to na pewno znam kogoś, kto Ciebie zna. A więc zaczynamy rozgrzewkę, a ja pod koniec jestem już zmęczony. Trener poprosił nas, by zdjąć sztangę ze stojaka, a tu jakiś facet podaje mi rękę i mówi, że będziemy pracować razem. Ustawiłem się za nim i starałem się wykonać instrukcje Trenera. Za każdym razem Trener mówi nam dokładnie, co robić, a ja pomiędzy seriami patrzyłem jak ten drugi facet wykonuje to ćwiczenie, bo nie do końca byłem pewny czy robię to dobrze. Podnieśliśmy trochę tego „żelastwa”, ale był też czas żeby porozmawiać pomiędzy seriami. Było tam mnóstwo ludzi w moim wieku, a także pracowałem z ojcem jednej z dziewczyn. Łatwo było nawiązać rozmowę z każdą z osób na sali. Żadnych mięśniaków, ani żadnych szalonych fanów CrossFit, których widzieliśmy w telewizji. W pewnym momencie Trener mówi do nas, że to już „czas na trening” i myślałem: „Czy to nie był trening?”. Mieliśmy za zadanie wykonać pewną kombinację na czas. Pull-upy, czyli podciągnięcia na drążku (wiedziałem jak zrobić zamiennik z naszego treningu personanego!) i thrustery, gdzie przysiadasz ze sztangą opartą na klatce piersiowej, a następnie wyciskasz ją nad głowę. Trener omówił jakie ciężary powinniśmy podnosić, ja jednak przystałem przy pustym gryfie – za wcześnie na jakiekolwiek zwiększanie obciążenia. Jadnak pozostali używali różnych ciężarów, jeden młodszy chłopak robił to jakimś potwornym ciężarem – z pewnością ponad 50 kg. Trener wystartował zegar i mieliśmy do wykonania 21 thrusterów, a następnie 21 podciągnięć. Potem bez żadnej konkretnej przerwy po 15 powtórzeń każdego z tych ćwiczeń, a następnie po 9 każdego. Na koniec trzeba spojrzeć na zegar i odnotować swój czas. Nie wydawało mi się to tak szybkie, ale zrobiłem całość w około 5 minut. I taki wynik zapisałem na tablicy. Wydawało mi się, że mógłbym pościgać się z niektórymi z nich, jednak bądźmy szczerzy – oni używali większej wagi i robili prawdziwe podciągnięcia. Jeszcze przyjdzie na to czas! Żartowałem później z żoną, że już w przyszłym roku pojadę na CrossFit Games. Powiedziała, że ​​już złapałem bakcyla. Rodzina już śmieje się ze mnie i że cały ten Cross to kult. Słyszę to już czasem od chłopaków w pracy. Powiedziałem im, że powinni wpaść i spróbować zajęć w Box74. To tylko prowadzi do bardziej „kultowych” dowcipów. Następny krok: kupujemy szorty w ten weekend.
Wkrótce kolejna część! Person Marking Check on Opened Book

Łukasz

Właściciel Box74 Świdnica!