Jak będą wyglądały zajęcia CrossKids w Box74?

Posted Posted in Kids, WoD

Witaj,

Pewnie zadajesz sobie to pytanie: Jak będą wyglądały zajęcia dla mojego dziecka?

Z myślą o tym postanowiłem napisać krótką notkę na ten temat.

W zależności od tego do jakiej grupy wiekowej będzie uczęszczać Twoje dziecko, każdy trening będzie wyglądał nieco inaczej. 

Jest jednak cecha wspólna wszystkich naszych treningów w Box74. 

Część pierwsza to delikatne pobudzenie – rozgrzewka. W zależności od planu dnia, może ona potrwać od 5 do 15 minut. 

Kolejną częścią będzie nauka nowych ruchów, najczęściej w formie gier i zabaw. Tutaj Twoje dziecko pozna i wykona zadania, które sprawią, że jego koordynacja i sprawność będą cały czas rosły!

W trzeciej części postaramy się nieco wykorzystać nowo nabyte umiejętności i przetestować troszkę maluchy w nieco bardziej dynamiczny sposób. To będzie miało za zadanie, dla najmłodszych – pokazać im zalety pracy w grupie, dla nieco starszych – naukę zdrowej rywalizacji. Jednak na pewno każda z grup wiekowych wyniesie z tego konkretną naukę! 

Na koniec w zależności od dnia, możliwe, że pojawi się mała sekcja z rozciąganiem, albo inne radosne zakończenie dnia, które pozwoli maluchom pójść do domu z dużym oczekiwaniem na kolejne zajęcia.

Za każdym razem będziemy wspierać Twoją pociechę dobrym słowem i gratulować jej wysiłku, nie chcemy nagradzać tylko najlepszych, ale wszystkie dzieciaki, tak aby każde z nich czuło się dobrze!

Oprócz tego postaramy się zakorzenić w nich ducha walki w drużynie, tak aby nie zaniedbywały innych kosztem swojego „zwycięstwa”. 

Jeżeli masz pytania dotyczące naszych zajęć – śmiało – odpisz na tę wiadomość lub po prostu zadzwoń do mnie!

Zapisz swoje Dziecko!

Z pozdrowieniami,
Łukasz Dmytrowski
+48 600 943 193

CrossKids w Box74

 

Metamorfoza 2018 vs 2008 – Łukasz Dmytrowski

Posted Posted in WoD

UWAGA NA OCZY! To nie jest fotomontaż, poza oczywistymi dodatkami  #ImpossibleIsNothing

A jaką teraz podasz WYMÓWKĘ?

Tak, jeśli powiesz, że w 10 lat to każdy może, to jesteś w błędzie, nie każdy. Siedząc na kanapie przez ostatnie 10 lat na pewno nie byłbym w miejscu, gdzie się teraz znajduję.

NIE! Nikt mi w tym nie pomógł oprócz najbliższych osób. Nie wygrałem w totka, nie wziąłem pożyczki, nie dostałem w spadku fortuny, nie miałem łatwo na początku, nie było nawet żadnej gwarancji, że cokolwiek się uda.

Nie wiem czy wiesz, ale tylko od CIEBIE zależy to, w jakim miejscu znajdziesz się za rok, pięć lat, czy dekadę..

Wybierz rozsądnie i nie daj się nabrać na obietnice „szybkiego” progresu. Triki marketingowe kolorowych magazynów i klubów obiecujących zrealizowanie czegoś, co w tym momencie graniczy dla Ciebie z cudem nie są wiele warte.

Zapamiętaj sobie:
BEZ CIĘŻKIEJ PRACY I WYRZECZEŃ NIE MA MOWY O SUKCESIE! Chcesz czegokolwiek? Musisz zrezygnować z czegoś innego!

Czy uważam, że odniosłem sukces? Na tym etapie, na jakim się znajduję już nie, ale patrząc z perspektywy czasu, to jakbym sobie zadał to samo pytanie 5 lat temu, to byłby to OGROMNY #sukces!

Dlaczego nie uważam, że odniosłem ogromny sukces teraz? Bo mam dużo większe ambicje i plany, które cały czas wdrażam w życie i nie oglądam się za siebie! #Impossibe #Is #Nothing!

Jeżeli uważasz, że ZDROWIE jest dla Ciebie ważne, że jego nierozerwalną częścią składową jest AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA, bez której zdrowie nie jest możliwe, to zgłoś się do Box74.

W naszym klubie zaopiekujemy się Tobą w taki sposób, że z pewnością dowiesz się co należy zrobić, żeby dokonać zdecydowanej poprawy sylwetki, sprawności i zdrowia, stopniowo zmieniając nawyki, które powodują, że być może uważasz w tym momencie, że to NIEMOŻLIWE.

PAMIĘTAJ: Tylko od Ciebie zależy, czy coś jest możliwe lub nie!

Pozdrawiam,
Łukasz

#ImpossibleIsNothing

Zdjęcie użytkownika CrossBox74 Świdnica.

UWAGA: Konkurs Walentynkowy pt. #KochamSport

Posted Posted in WoD

UWAGA: 💖 KONKURS WALENTYNKOWY 😍

Kochani ruszamy z konkursem na najbardziej kreatywne zdjęcie pod tytułem: „Kocham Sport” ♥ – odwiedź stronę:

Wasze zadanie polega na wykonaniu zdjęcia 📸, które według Was oddaje klimat zadania – to co będzie na zdjęciu zależy tylko i wyłącznie od Was! 😉 Oczywiście w tematyce związanej ze sportem i bez sprośności! 😛

Może to być zdjęcie Was, Waszej rodziny, przyjaciół, partnera czy męża, a może ukochanego pupila? Zdjęcie powinno mieć jasny przekaz – pokażcie jak bardzo KOCHACIE SPORT! 🙂

Zadanie banalnie proste, bo przecież któż z nas nie kocha sportu? 🙂

Przechodząc do szczegółów:
1. Zdjęcie musi zostać udostępnione na stronie tego wydarzenia aby wziąć udział
2. Oznaczacie CrossBox74 Świdnica oraz osoby, które są na zdjęciu.
3. Konkurs trwa do 14/02/2018 do godziny 17:00 ⌚

Do wygrania koszulki, opaski i inne gadżety Box74 Open! 💪

PS.
Jeśli jesteś naszym klubowiczem i bierzesz udział w Box74 Open to wykonanie tego zadania pozwoli Twojej drużynie zgarnąć dodatkowe punkty już za sam udział w konkursie! 1 punkt za jedno zdjęcie, max. 1 fotka na osobę!

Box74 kocham sport

Czy trening z ciężarami jest niebezpieczny? Część 2. a.k.a. czyli co jeśli lekarz zabronił mi ćwiczyć?

Posted Posted in Blog, Knowledge, Motivation, WoD

Kilka dni temu zacząłem dyskusję (tutaj cz. 1 – link) na temat tego, czy praca z ciężarami jest niebezpieczna… temat rzeka, jednak kontynuując wątek rozpoczęty, wróćmy do zagadnienia, na którym zakończyłem część pierwszą, a mianowicie co jeśli „LEKARZ ZABRONIŁ ĆWICZEŃ Z CIĘŻARAMI”?!

Temat „pracy z ciężarami” jak widać nie jest prosty, ale wypadałoby nieco rozszerzyć spojrzenie. Jeżeli mamy problem z naszym układem ruchu (a zakładamy, że problem, to niekoniecznie dyskwalifikująca nas całkowicie do ruchu przypadłość), to warto byłoby zidentyfikować jego przyczynę. Ta często leży w niedostatecznej sprawności, tj. braku siły, stabilności, zakresów ruchowych, przeciążaniu danej części ciała ze względu na niestabilność w innej, czy nadmierne spięcie pewnych grup mięśni, powodujące ból w innych itp, itd. Często właśnie z tego powodu pojawia się ból. Nie chcę tutaj stawiać się w pozycji specjalisty medycyny, ponieważ nim nie jestem, a więc z pewnością pewien odsetek problemów będzie kwalifikował się do leczenia (oby nie od razu farmakologicznego!), ale jestem ogromnym entuzjastą ruchu i traktuję go sam w sobie jako LEK.

„Coooooooooooooooooooooooooooooooo?!?” usłyszę zaraz!

Tak pewnie zareaguje część osób czytających te słowa.

RUCH TO MA BYĆ LEK?

Na szczęście coraz więcej osób zaczyna doceniać lecznicze właściwości ruchu i kojarzyć, że 8-10 godzin za biurkiem, to stan przedCHOROBOWY. Ludzie zaczynają się orientować, że to, czego łaknęli, czyli tzw. praca umysłowa, to niestety również w konsekwencji pewnego rodzaju koń trojański, prowadzący powoli do patologii. Dlaczego tak uważam?

Jak to możliwe, że w ciągu tak krótkiego okresu, czyli upraszczając, od czasu wejścia smartfonów, tak wiele osób coraz częściej narzeka na te same dolegliwości?

Czy zdarza Ci się ból pleców/barków/szyi/ramion/nadgarstków/______? Czy kojarzysz to zjawisko z brakiem ruchu?

BYĆ MOŻE JESZCZE NIE! Ale mam nadzieję, że tak się właśnie stanie już niebawem.

Jak pozbyć się i wykluczyć ze swojego życia ból?

Odpowiedzią na to pytanie jest to, czym zajmujemy się w Box74! Oczywiście, jesteśmy świadomi, że pewnych rodzajów bólu nie da się skutecznie całkowicie wyeliminować, szczególnie tych, które towarzyszą dolegliwościom nie do końca związanym z ruchem, ale chcemy zapobiec tym, którym możemy – czyli właśnie takim, które wynikają z niewłaściwej postawy, błędnych wzorców ruchowych, które z kolei często wywodzą się z nieodpowiedniego ruchu, w podstawowym jego znaczeniu. Źle ustawiona stopa, niewłaściwa pozycja i zbyt długa praca przy komputerze.. to tylko wierzchołek góry lodowej.

Pierwszym pytaniem powinno być: „czym są ćwiczenia, które wykonujemy w boxie?”. A odpowiedź na to pytanie, to: „Niczym innym jak testem diagnostycznym i formą wzmacniania istniejących niedoskonałości”. Weźmy np. taki martwy ciąg – doskonałe narzędzie pracy, pokazujące nam czy jesteśmy w stanie poprawnie zginać się w stawie biodrowym, zachowując przy tym właściwą pozycję kręgosłupa, a obciążenie pokazuje nam to dużo dokładniej. Każde z ćwiczeń, których używamy ma za zadanie wzmocnić, czy poprawić funkcję naszego organizmu. Jeżeli tak nie jest i ćwiczenia prowadzą tylko i wyłącznie do zmęczenia i zajeżdżania układu nerwowego, nie ma szans na to, aby ból przestał się pojawiać. Taka zabawa to tylko i wyłącznie droga do dalszych problemów.

Jeżeli w miejscu, gdzie ćwiczysz priorytetami są tylko i wyłącznie liczba powtórzeń i głównym powodem do dumy jest ilość kilogramów, które jesteś w stanie podnieść, to z pewnością może pora rozważyć, czy jest to najważniejsze. Jak zwykle w takim przypadku wydaje mi się, że zasłanianie się pozornym nastawieniem na technikę jest tutaj pewnego rodzaju kurtyną i prawdziwą weryfikacją jest to, czy rzeczywiście czujesz się lepiej po treningu, czy nacisk jest tylko na to, żeby się zmęczyć.

Temat jest dość trudny, bo większość nowicjuszy cieszy się, gdy mogą spokojnie sponiewierać się na siłowni, czy w boxie, tylko po to aby nabrać pozornego przeświadczenia, że robią coś dobrego dla siebie i mogą z tego powodu wcisnąć kolejnego cheat-meal’a, czy dodatkowy browarek w weekend. Nie tędy droga… jednak o tym innym razem!

Dochodzi jeszcze kwestia indywidualnych predyspozycji i możliwości ruchowych – tzw. mobilność. Każdy ma inną zdolność do przyjęcia określonych pozycji, inną kontrolę nad własnym ciałem, inne zakresy… dokładając do tego fakt, iż często ćwiczymy w grupach, może się z tego zrobić niezły „Meksyk”.

A więc czy istnieje jednoznaczna odpowiedź na pytanie, czy „ciężary są niebezpieczne”?

Wydaje mi się, że tak, że właśnie odpowiedzią na nie jest zdecydowane NIE i że udało mi się to udowodnić.

Masz pytania? Śmiało, zapraszam do dyskusji! lukasz@box74.pl!

DOŁĄCZ DO NAS JUŻ TERAZ

Pozdrawiam zza sztangi!
Łukasz

Man Carrying Barbel

Czy treningi z ciężarami są niebezpieczne? Część 1.

Posted Posted in Blog, Knowledge, WoD

Tym razem temat dość kontrowersyjny, a zarazem obszerny, a zatem podzielony został na 2 części..

Wielokrotnie w czasie rozmów z osobami, które nie trenują regularnie Cross’a, czy w ogóle z ciężarem zewnętrznym głównym powodem do pomijania tego rodzaju treningu, który słyszę jest odwieczny dylemat, tzn. pseudo-fakt, iż „ciężary są (a raczej mogą być) niebezpieczne” (!!!).

OD razu zacznę od tego, iż NIEBEZPIECZNY jest BRAK TECHNIKI, WYOBRAŹNI I WIEDZY, a nie Bogu ducha winne przedmioty, którymi użytkownik nie potrafi się posługiwać. Jak to mówią, „jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz„. Być może to nasze przysłowie nie do końca oddaje to, co chcę przekazać, ale w głównej mierze chodzi o to, że ciężar, czymkolwiek jest: sztangą, odważnikiem kettlebell, hantlą, piłką lekarską, oponą, drugim człowiekiem ;-), czy czymkolwiek innym jest (a mamy tego całą masę!), nie stanowi istoty problemu. Trenuj przy użyciu czegokolwiek, ale naucz się z tego umiejętnie korzystać, zamiast naśladować innych, ale mając mizerne pojęcie – to moja maksyma.

No to jeśli już weszliśmy nieco „z buta” w ten grząski temat, kontynuujmy nieco mniej „intensywnie”, aby nie zatonąć 😉

Dlaczego pracujemy z ciężarem?

Po pierwsze powinniśmy zadać sobie podstawowe pytanie:

„Czym jest ciężar?”

Dla nas to po prostu – narzędzie – zewnętrzny bodziec. Ciężar to dociążenie służące utrudnieniu, sprowokowaniu naszego systemu nerwowego do zwiększenia uwagi, kontroli, pobudzenia równowagi, skupienia się, spięcia mięśni odpowiedzialnych za dany ruch, odpowiedniego ustawienia stawów i jeszcze raz kontroli nad tym przedmiotem, w sposób określony wg wymogów danego ruchu.

Czy słowo „ciężar” to odpowiedni termin?

Wydawać by się mogło, że tak, jednak stwierdzam, że nie jest to jednak najlepszy sposób na określenie roli jaką odgrywają używane przez ludzi przedmioty do wywołania określonych skutków. Bardziej chodzi przecież o opór stawiany przez sztangę, o trudność jaką przysparza nam odważnik zmieniający względny środek ciężkości w połączeniu z naszym ciałem, czy choćby grawitacja, która również powoduje, że praca staje się cięższa, chociaż wcale nie dokładamy ciężaru zewnętrznego, a praca z ciężarem własnego ciała jest często tą z gatunku najtrudniejszych. I kto w takim razie (nie) trenuje z ciężarami? Jasne, jeżeli jesteś początkującą osobą, to z pewnością zanim zaczniesz „machać” nieznanym, często zbyt ciężkim, przedmiotem zapytaj kogoś kto się na tym zna, to bezwzględnie najlepsza rada jakiej można udzielić każdej z osób rozpoczynającej podróż zwaną treningiem.

Dlaczego technika to klucz do sukcesu?

Trenując przez chwilę (tutaj należałoby zwrócić uwagę na słowo trening, w przeciwieństwie do uczęszczania na zajęcia sportowe po to, aby się zmęczyć, zmachać, czy sponiewierać) jakimś konkretnym systemem  – u nas w Box74 będą to np. Cross, czy Kettlebell Hardstyle, jesteśmy w stanie zauważyć, że tolerancja naszego organizmu zwiększa się stopniowo, wraz z upływem czasu, jeśli trening jest odpowiednio ułożony, a nie całkowicie przypadkowym zlepkiem ćwiczeń. Każdy trenujący zwróci zapewne uwagę na to, że w pewnym momencie nastąpi tzw. plateau, czyli moment, w którym nie jesteśmy w stanie pokonać większego oporu. Dla wielu powodem może to być rzeczywisty skrajny pułap ich możliwości, a dla innych, szczególnie początkujących – niedoskonałości w technice wykonania. Chcąc iść „do góry”, czyli pokonać swoje słabości, poprawić rekordy i wspiąć się na wyżyny własnej sprawności, jedynym wyjściem dla wielu będzie poprawa techniki – najlepiej z pomocą osoby, która jest w stanie niezależnie i umiejętnie określić przyczyny błędów (czyt. trener). Dla bardziej zaawansowanych osób sposobem na pokonanie tego momentu pozornego „zastoju” będzie metoda „same, but different”, czyli podejście do tego samego ćwiczenia, czy ruchu, ale inaczej wykonanego, z innym sprzętem, w nieco innej płaszczyźnie. Tak dobrany program treningowy pozwoli przełamać kolejne bariery, oczywiście zawsze pod warunkiem, że zadbamy o właściwą technikę (i nie tylko – np. o odżywianie, ale o tym innym razem).

Często nie jesteśmy świadomi tego, że niewłaściwie wykonujemy dane ćwiczenia i powtarzamy wielokrotnie te same błędy, co w konsekwencji może prowadzić do kontuzji. Tak naprawdę ciężar, czyli to, co wiele osób uważa za główny powód urazów, ma z tym niewiele wspólnego, poza zwielokrotnieniem ryzyka i przyspieszeniem tego nieprzyjemnego zdarzenia. Wracamy do punktu wyjścia – powodem nie jest sam ciężar (może nim przecież być nasze własne ciało), tylko brak odpowiedniego sposobu jego użycia. Z pewnością ćwiczenia z trenerem, który dopilnuje właściwej techniki będą to ryzyko niwelować lub wręcz zaryzykowałbym stwierdzenie – całkowicie wyeliminować – jeżeli trener posiada odpowiednią wiedzę na temat treningu, który zaproponuje swojemu podopiecznemu oraz dzięki odpowiedniemu doborowi ćwiczeń i obciążeń.

Skąd wzięły się mity na temat niebezpieczeństwa pracy z ciężarami?

Z pewnością im większy ciężar, tym większa rola odpowiedniej techniki oraz przygotowania do jego ujarzmienia a także większe związane z ich brakiem ryzyko. Stąd prawdopodobnie przekonanie i ogromne uproszczenie, że „ciężary są niebezpieczne”. Jasne, niebezpieczne są w nieodpowiedzialnych rękach. Oczywiście dużo łatwiej może być zająć się treningiem, który nie angażuje do rozwoju pracy z ciężarami zewnętrznymi lub w przypadku treningu „bodyweight” jest jego najprostszą (hm, niekoniecznie!) iteracją, aczkolwiek potencjał tego rodzaju podejścia jest również dużo mniejszy, niż gdy zastosujemy pełen wachlarz ruchów, z maksymalnym lub submaksymalnym oporem relatywnym (tj. dobranym dla danej osoby). To już wymaga nieco więcej przygotowań, przemyśleń i powoduje podjęcie pewnego rodzaju ryzyka. Często do pracy z ciężarami podchodzą osoby nie posiadające jakiejkolwiek wiedzy, bądź robią to w sposób nieprzemyślany, kopiując wzory i plany treningowe dostępne powszechnie w internecie, co automatycznie zwiększa ryzyko kontuzji. To przeważnie w takich okolicznościach powstają filmiki, które później stanowią pożywkę dla osób, których brak kontrargumentacji sprowadza do uproszczenia myślowego na zasadzie: „skoro taki ktoś, wyglądający na osobę w temacie, zrobił sobie kuku robiąc _____ – wstaw nazwę ćwiczenia, które wydaje Ci się niebezpieczne – to MUSI BYĆ ono niebezpieczne”, a stąd już jesteśmy tylko o krok od uogólnienia, że jeśli x jest wg nas niebezpiecznym ruchem, to przecież y i z, które pochodzą z tej samej „szkoły”, również muszą być „fe”. KOMPLETNIE SIĘ Z TYM NIE ZGADZAM!

Nie jest to wcale tak proste do zrozumienia, gdy w dyskusji (zazwyczaj online!) biorą udział osoby na co dzień nie zajmujące się profesjonalnie treningiem, a ich argumentacją są opinie innych osób (często również niekoniecznie kompetentnych) wypisujących różnej wartości poglądy w internecie. Dyskusja zamiera, a przekonanie, że ciężary są niefajne wzrasta.

Jeszcze gorzej, gdy osoba taka przychodzi do nas z opinią lekarza (?), który stwierdził, że „absolutnie nie wolno podnosić żadnych ciężarów”. równie dobrze mógł stwierdzić, że absolutnie taka osoba nie powinna podejmować żadnego ruchu (!!!). Skoro dana osoba ma dalej żyć, poruszać się, wykonywać codzienne czynności, to jak ma to zrobić, jeśli lekarz „zabronił” jakichkolwiek ciężarów? Własnego ciężaru ciała ma też nie dźwigać? Ma przestać chodzić, siadać, wstawać z łóżka? Tak wiem, to trudne pytania, bo przecież na myśli lekarza było najprawdopodobniej ćwiczenie na siłowni, czy coś w tym stylu, ale przecież nasz organizm nie odróżnia sztangi od zakupów, to dla niego taki sam bodziec, tylko że zwielokrotniony… i co wówczas?

O tym napiszę w części drugiej, już niebawem!

DOŁĄCZ DO NAS JUŻ TERAZ

Pozdrawiam,
Łukasz

 

Czy Trener musi wszystko umieć?

Posted Posted in Blog, Knowledge, Motivation, Odżywianie, Paleo

W ostatnich dniach sporo rozmawiam z naszymi Klubowiczami i chcąc nie chcąc spostrzegam jak wiele rzeczy nadal mnie zaskakuje, zastanawia i jak często nie jestem w stanie od ręki zaoferować gotowego rozwiązania na daną sytuację, czy problem.

Skłoniło mnie to do refleksji na temat tego, czy Trener powinien wszystko wiedzieć, umieć i znać receptę na każdy problem.

Zdaję sobie sprawę, że takie postawienie sprawy z góry skazuje Trenera na porażkę. Nikt nie może wiedzieć wszystkiego, potrafić wykonać każde ćwiczenie, czy rozwiązać każdy problem, jednak czasami wydaje mi się, że niektórym (Trenerom?) wydaje się, że to możliwe.

A więc jak to jest?

Idąc na trening zdecydowana większość osób, szczególnie w początkowym stadium swojej „kariery” treningowej, czyli przede wszystkim w pierwszych dwóch latach trenowania troszeczkę bardziej „na poważnie”, kieruje się jednym z kilku głównych powodów:

a. chcą schudnąć/przybrać na masie/wyrzeźbić/__________ [wstaw wybrany cel sylwetkowy]
b. chcą poprawić kondycję/sprawność/poruszać się/”aktywizować”/zmęczyć

Czy jest w tym coś złego? Z pewnością nie, jednak mało kto patrzy na to przez pryzmat ZDROWIA. Z pewnością da się pracować nad każdym z elementów, które wymieniłem w a/b, jednak czy nie łatwiej za CEL obrać sobie bycia zdrowym i robienia wszystkiego tego, co do tego celu prowadzi, a w konsekwencji zgubić kg, poprawić kondycję, itd i być ZDROWYM?

To jednak nieco inny temat i tutaj wracamy do roli Trenera.

Czy taka osoba jest w stanie nam pomóc w osiągnięciu a/b, tudzież c [zdrowie!]?

Odpowiedź nigdy nie jest jednoznaczna!

Jak zwykle zależy to od wielu czynników.

Z pewnością jednak wolałbym, aby moi Trenerzy „nie wiedzieli wszystkiego”. To raczej w moim odczuciu zła wróżba jeśli ktoś uważa, że potrafi rozwiązać każdy problem i „naprawić” każdy przypadek. Nie jesteśmy w stanie posiąść takiej wiedzy, która pomoże każdej z osób, która do nas trafia. Jednak wiemy gdzie szukać rozwiązań, kto inny jeszcze może to zrobić z nami i poza wiedzą trenerską posiadamy głęboką znajomość na tematy pokrewne (np. odżywianie), a zatem potrafimy znaleźć odpowiedzi na zadawane nam przez podopiecznych pytania.

Wiele osób nie chce przyjąć do wiadomości, że to, co i ile spożywamy ma gruntowny wpływ na powodzenie ich wysiłku w trakcie ćwiczeń. Również ciężko jest wielu osobom zrozumieć, że „mniej, znaczy więcej” – mniej kg na sztandze, mniej obowiązków, mniej stresu, mniej ___ (wstaw coś, czego robisz dużo) często oznacza, że jakość tej aktywności WZRASTA. Co za tym idzie stymulacja jest efektywniejsza, a rezultaty widoczne prędzej i wyraźniejsze.

Niejednokrotnie ktoś twierdzi, że odżywia się znakomicie i temat ma „obcykany”, jednak po kilku prostych pytaniach na temat swojego stylu odżywiania i tego co trafia na jego talerz, w jakich okolicznościach i ilościach, często przyprawia nas o kilka siwych włosów 😉 Podobnie ze stylem życia – tu często brak zrozumienia co oznacza „zdrowy styl życia” i osoby, które trenują 1-2 razy w tygodniu, ale spędzają długie godziny za biurkiem nadal twierdzą, że są „aktywne”. Nie chcę, aby zostało to odebrane jako krytyka, bo często po prostu ludzie wpadają w pułapkę nowoczesnego świata i twierdzą, że „inaczej” się nie da. No jeśli twierdzisz, że „się nie da”, to tak będzie. Kiedyś też uważano, że tłuszcze są szkodliwe (ooo, sorry, nadal tak uważasz? – zapraszamy do rozmowy na ten temat!).

Czy uważamy, że wiemy w temacie „ZDROWIE„, czy nawet tylko „SPORT” wszystko? Z pewnością nie, dlatego badamy krew naszych podopiecznych, dlatego chcemy rozmawiać z nimi o ich nawykach poza boxem, dlatego wyciągamy rękę w ich kierunku i próbujemy wskazać właściwy naszym zdaniem kierunek.

Czy to co widzimy na treningu i w ich morfologii mówi nam wszystko na temat ich zdrowia? Na pewno nie, ale zdecydowanie więcej niż przekazanie im „gotowca” z internetu, który często trafia do Waszych skrzynek mailowych po opłaceniu „tego jedynego słusznego” sposobu odżywiania na „renomowanej” stronie internetowej, czy „najlepszego” planu treningowego wprost z bazy danych „kuźni szczęścia.com®”, czy tym podobnych.

Czy wiemy wszystko na temat każdego sposobu trenowania? Jasne, że nie, nawet nie próbujemy. Skupiamy się na treningu Cross, treningu gimnastycznym/bodyweight oraz z odważnikami kulowymi kettlebell wg StrongFirst. To nasze specjalizacje. Nie skaczemy w rytm muzyki, nie interesuje nas aż tak bardzo, czy trening „zadowoli”, tylko czy jest skuteczny. To znaczy, czy dodatnio wpływa na rozwój Twojej motoryki i zdrowia. Czy sprawia, że Twoje życie staje się łatwiejsze, przyjemniejsze i będzie trwało w tej harmonii dłużej.

Czy potrafimy wykonać każde ćwiczenie? Oczywiście, że nie, ale jeżeli stwierdzimy, że jest ono potrzebne, przydatne i dobrze byłoby zastosować je w naszym treningu, to jeśli rzeczywiście jest tego warte, postaramy się najpierw opanować je sami, a jeśli nawet nie, to zrozumiemy jego sens i metody nauczania, zanim zaczniemy próbować to robić z Tobą i wytłumaczymy dlaczego akurat ten zestaw jest odpowiedni na dany dzień w przyjętym przez nas programie treningowym. A Trener upewni się, że wykonujesz te ćwiczenia w odpowiedni dla Ciebie sposób, tj. wziąwszy pod uwagę Twoje indywidualne możliwości, dopasowując odpowiednio wariant i stopień trudności.

Czy znamy odpowiedź na każde pytanie? Na pewno nie, ale jesteśmy na tyle dociekliwi, że jeśli nam już je zadasz, to zrobimy wszystko, aby znaleźć i przekazać Ci na nie odpowiedź!

A więc pytaj… a my postaramy się znaleźć odpowiedzi! Od tego jesteśmy!

Do następnego,
Łukasz

Man With Luggage on Road during Sunset

Czy trzeba mieć duże mięśnie?

Posted Posted in Blog, Knowledge, Motivation, WoD

Często słyszy się, że Cross nie jest dla kogoś, bo taka osoba nie chce „zbudować umięśnionej sylwetki”. Często sama obawa przed tym powoduje, że taka osoba nie podejmuje lub przerywa „świeżo rozpoczętą” aktywność fizyczną po krótkim czasie… Nie jest rolą trenera zmieniać na siłę kogokolwiek, ale jeśli mogę, to staram się uświadamiać czym są i dlaczego są nam potrzebne silne (niekoniecznie duże!) mięśnie.

Zanim przeczytasz ten artykuł, zastanów się głęboko nad odpowiedziami na następujące pytania:
1. Czy i jak ważne jest dla Ciebie własne zdrowie?
2. Czy chcesz być niezależna od innych teraz, jak i za kilkanaście/-dziesiąt lat? Co dla Ciebie oznacza niezależność?
3. Czy możesz polegać na służbie zdrowia w kwestiach związanych ze swoim zdrowiem?

Jeżeli odpowiedziałaś na którekolwiek z tych pytań twierdząco, z uzasadnieniem, to z pewnością wskazane jest dbanie o własne ciało. I to nie o „kosmetykę” tutaj chodzi, chociaż to często urasta do rangi priorytetu numer 1. Z pewnością rola mięśni została na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat poniekąd „zniekształcona”. Z różnych względów, przez różne osoby, mięśnie, w nawet najmniej zaznaczonej postaci, zaczęły być postrzegane jako coś zbędnego, szczególnie w przypadku kobiecej sylwetki. Czasami wręcz są synonimem „bezmózgowości”, całkowicie błędnie.

Dlaczego tak nie musi być?

Po pierwsze to często wynik nieświadomości tego, do czego mają służyć mięśnie. W połączeniu z ciągłym przekazem mediów oraz faktem, iż posiadanie zadbanego, silnego ciała to wcale nie takie proste zadanie, otrzymujemy efekt presji społecznej na „wychudzone” i słabe ciało. Nie zaprzeczysz, że każdy z nas chce teraz być „szczupłym” i często tylko na tym koncentrują się nasze wysiłki. Nie na darmo mnóstwo ludzi mówi, że „chcę schudnąć”. Kolorowe magazyny przez lata promowały „image” kobiety wręcz anorektycznej, przez co w psychice społeczeństwa zakorzenił się wzór chudej, ale wypacykowanej dziewczynki, która po takiej sesji zdjęciowej nie miała by pewnie siły donieść dwóch siatek z zakupami do auta. A przecież to zupełnie BEZ sensowne. Ciało jest naszym narzędziem do tego, żeby być w stanie wykonać pewne zadania.

Czy tylko o to chodzi, żeby „donieść te zakupy”, zapytasz?

Na pewno nie, ale SIŁA (o której już pisałem tutaj) to nie tylko mięśnie, a w szczególności nie DUŻE mięśnie!

Chodzi przede wszystkim o sprawność!

Zapytasz jaka sprawność, co to ma być ta sprawność? My definiujemy ją najzwyczajniej tak, że jest to cecha pozwalająca na wykonywanie codziennych zadań, mniej lub bardziej skomplikowanych zadań z użyciem własnego ciała, w zgodzie z naturą, czyli posiadając pełny zakres ruchu i bezboleśnie. Tak, wiem, to dość ogólna definicja, ale o to również chodzi. SPRAWNOŚĆ to przecież dość szeroki termin. Dla każdego oznacza odrobinę coś innego. I to właśnie bardzo dobra informacja.

Ale co do tego wszystkiego mają mięśnie?!

Mięśnie to tkanka utrzymująca nasze ciało we właściwej pozycji, pozwalająca na wykonywanie ruchu pod kontrolą, ustawiająca nasze stawy i kości we właściwej, bezpiecznej dla nich pozycji. Nic więcej. Nie jest to powód do dumy, choć nieraz potrafi być, czego nie oceniam. Ich wielkość rzadko ma jakiekolwiek znaczenie, chociaż poniekąd przekłada się na siłę. Kwestia do czego zmierzamy.

Czy mięśnie muszą być duże? NIE. Czy powinny być silne? Jak najbardziej!

Jeżeli zależy Ci na kontroli nad ruchami, które wykonujesz, na byciu niezależną osobą, w tym sensie, że nie musisz polegać na kimkolwiek gdy trzeba podnieść wersalkę i przesunąć ją o kilka metrów, czy przepchnąć własny samochód na pobocze, gdy ten odmówi posłuszeństwa, to z pewnością nie zaszkodzi Ci nadmiar siły! To jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Co więcej, a może co najważniejsze – posiadając silne, sprawne mięśnie i układ ruchu (celowo ograniczyłem się do samych mięśni, aby nie wchodzić w temat stawów, więzadeł, itd. ogólnie rzecz biorąc chodzi o całe ciało!), bez ciągłego zastanawiania się nad tym, czy jestem silna, czy nie – bezpiecznie poruszasz się i wykonujesz setki czynności, nie narażając się przy tym na niepotrzebne urazy w czasie tak prozaicznych zadań jak podnoszenie swojego dziecka na ręce.

Co natomiast może się stać, gdy tej siły Ci zabraknie?

Z takich błahych przykładów, gdy brak nam własnej siły, to właśnie może być konieczne skorzystanie z pomocy innych wołanie męża (tudzież sąsiada :P) do pomocy z wersalką. To oczywiście tylko przykład, ale nacisk kładę na słowo, które podkreśliłem. Czy chcesz, aby pomoc innych w Twoim życiu była koniecznością? To pytanie pozostawię do własnych przemyśleń.

A ze spraw bardziej „codziennych”, będąc nie do końca sprawną osobą, w ekstremalnym (!) przypadku możesz nawet nabawić się przepukliny kręgosłupa, gdy w niewłaściwy sposób wskoczy Ci „na barana” Twój brzdąc… tak, to wynik „słabości” Twojego układu ruchu. Jego głównym zadaniem jest wprawianie Twojego ciała w ruch, ale również zabezpieczenie kośćca, który w rezultacie przyjmie taki wysiłek na siebie, a co za tym idzie również ryzyko przeciążenia i urazu. A to kolejny krok to zwiększonej zależności od innych. Raczej nieprzyjemna sprawa.

Jeżeli odpowiedziałaś „tak” na pytania na początku tego wpisu, to z pewnością tak postawiona sprawa ułatwia odpowiedź na kolejne pytanie…

A zatem, co by nie przedłużać.

CZY WARTO MIEĆ SILNE CIAŁO?

ZDECYDOWANIE!

Czy konieczne jest posiadanie atletycznej sylwetki, aby tego dokonać?

Wydaje mi się, że nie. Można być silną osobą, bez nadmiernie rozwiniętego tonusu mięśniowego, co udowadnia wiele osób trenujących z nami w Box74. Najważniejsze, aby mięśnie, więzadła i stawy miały swój pełny zasięg, czyli tzw. zakresy ruchowe, co często jest zapominane. W tym celu powinniśmy dbać o to przy pomocy rozciągania, rozluźniania i relaksacji, którą u nas możecie sobie zapewnić na zajęciach mobility! Ale to już temat na kolejny wpis! 🙂

Chcesz mieć sprawne, silne ciało? UMÓW się na bezpłatne INTRO BEZ ZADYSZKI i przekonaj się na własnej skórze jak można wzmocnić swój organizm poprzez regularne treningi w Box74! A jeżeli już trenujesz z nami, to może pora na Kwartalne Omówienie celów? Kliknij w łącze poniżej i umów się!

Zapraszam!
Łukasz

back, bodybuilding, exercise

Jak ZREALIZOWAĆ postanowienia CAŁOroczne?

Posted Posted in Blog, Knowledge, News, Odżywianie

Przyjacielu… kolejny rok za nami! Zewsząd dochodzą mnie słuchy, że to czas na podsumowania, zmiany i wszelkiego rodzaju postanowienia (że co?!). JEŻELI MASZ JUŻ TROCHĘ DOŚĆ SŁUCHANIA/CZYTANIA o tym, to nie obawiaj się, z pewnością nie będzie to kolejny tego rodzaju wywód..

A więc o czym?

Postaram się pokazać, że cały ten szał związany z corocznym udawaniem, że kolejnego dnia wstaniemy i tak „o”, niejako za dotknięciem czarodziejskiej różdżki CAŁE NASZE ŻYCIE zmieni się o 180 stopni, jest zupełnie niepotrzebny. No więc sam(a) dobrze wiesz, że tak zazwyczaj nie jest, więc po co się oszukiwać? To już dobry początek, szczerość ze sobą to naprawdę często trudny krok, a więc gratuluję!

A czy postanowienia są potrzebne? Otóż uważam, że tak, ale nie w takiej formie, jak to zazwyczaj robią ludzie, najczęściej tuż po Nowym Roku.

Co możesz zatem zrobić, aby to, co chcesz zmienić w swoim życiu było trwałym, stabilnym i osiągalnym CELEM?

Po pierwsze: dokładnie przemyśl to, co zamierzasz zrobić. Czy warto? Czy w głębi siebie rzeczywiście tego pragnę? Czy sprawi to, że będę bliżej szczęścia? Czy to, co robią inni, o czym piszą w gazetach i mówią w telewizji jakkolwiek łączy się z moim życiem? Czy to, że wybiorę ambitny cel sprawi, że moje relacje z innymi będą się poprawiać? A co z moim zdrowiem?

Jak widzisz już na pierwszy ogień idzie cała seria bardzo ważnych pytań. Nie sztuką jest wybrać sobie ogólne, niezbyt konkretne „postanowienie”, czy zrobić coś dla zasady, że np. wszyscy idą na siłownię po nowym roku, „bo tak wypada”, to ja też…

Wiadomo, jeżeli to temat bliski Twojemu sercu, to z pewnością warto byłoby w końcu „zgubić te 10kg”, ale idąc tą drogą (czyli wybierając ten cel bez udzielenia odpowiedzi na powyższe pytania), już od początku można sprawić, że właśnie to Ty staniesz się osobą, która już w połowie stycznia szerokim łukiem będzie omijać Twój nowy klub. A tego przecież nie chcemy?

Po drugie: Rozbij to (tzn. Twój nowy CEL) na mniejsze elementy. Spraw, żeby ten na razie wyglądający na NIEOSIĄGALNY CEL, zaczął sprawiać wrażenie małych, wykonalnych zadań, które trzeba po prostu „odhaczyć” z listy – i taką listę właśnie stwórz, zapisz sobie i zaplanuj jej wykonanie, najlepiej przy użyciu ogólnie dostępnych narzędzi, czyli kartki i długopisu. No dobra, smartfon, czy jakaś hipsterska „apka” też może być. Wszak nie jest istotne tak naprawdę jakich narzędzi użyjesz, tylko czy osiągniesz swój upragniony CEL, a.k.a POSTANOWIENIE (koniecznie!) CAŁOROCZNE.

Po trzecie: nie nazywaj tego POSTANOWIENIEM NOWOROCZNYM! To z góry skazuje Cię na porażkę. No dobra, są osoby, których to motywuje i napędza, ale pomyśl: czy zerwanie kartki z kalendarza (haha, kto w ogóle już to robi?) może sprawić, że cokolwiek się w Twoim życiu zmieni? Odpowiedź znasz. A zatem już MENTALNIE podejdź do tego w odpowiedni sposób i załóż, że to jest WYZWANIE CAŁOROCZNE. Oczywiście mówię tutaj o większych „projektach”, a nie ogólnikach typu „zacznę się ruszać” –  coś takiego musimy nieco „stuningować” i ubrać w konkrety…

Po czwarte: KONKRETY, KONKRETY I TERMINY! Nic nie działa tak motywująco jak DEADLINE. Datę 30 kwietnia chyba każdy kojarzy  i raczej jakoś większość się wywiązuje! Ok, jeśli nie kojarzysz, to może dlatego, że nie rozliczasz się z naszym ulubionym urzędem. Czyli co, da się? DA! A więc: Wyznacz sobie trudne, ale osiągalne terminy, w których masz zamiar odnieść SUKCES! Wyznacz też mniejsze sukcesy – będą one swoistego rodzaju drogowskazami, które pomogą Ci w pokonywaniu nowej, często trudnej ścieżki. Mierz PROGRES regularnie, np. raz w miesiącu, wg ściśle określonych kryteriów. Czy będzie to czas, w jakim pokonujesz 1000m, czy ilość kilogramów na sztandze, to już od Ciebie zależy, ale zasady nie mogą zmieniać się w ciągu „gry”.

Po piąte: NAGRODA – na zakończenie każdego etapu musisz odczuć, że Twój wysiłek jest „opłacalny”, czyli jeśli uda się osiągnąć CEL, to dostajesz jakiś zwrot z takiej inwestycji. Czy byłbyś skłonny trzymać pieniądze na lokacie, gdyby na koniec nie było z tego żadnego zysku? Oczywiście nie przesadzaj, ani nie idź w przeciwnym kierunku. Jeżeli zależy Ci na utracie tkanki tłuszczowej, nie jest najlepszym sposobem co miesiąc nagradzać się wizytą pod złotymi łukami, czy w cukierni. Take it easy! Jednak widząc nawet najmniejsze kroczki i efekty będziesz cały czas zachowywać lepszą motywację! Zbliżając się do „dużego” celu, zacznij już myśleć o kolejnych, jeszcze trudniejszych rzeczach, a zobaczysz, że wszystko jest osiągalne! Trzeba tylko wyrobić w sobie nawyk, a to wymaga czasu!

To naprawdę nie jest aż tak trudne! W każdym razie życzę powodzenia!

NIE WIESZ JAK TEGO DOKONAĆ? Porozmawiaj ze specjalistą, który pomoże Ci to zrobić. Znajdź odpowiednią osobę w branży, która Cię interesuje i porozmawiaj z kimś, kto pokonał podobną drogę!

A jeżeli nadal uważasz, że to zadanie jest nieco ponad Twoje siły, to odezwij się – umów się z nami na BEZPŁATNE INTRO bez ZADYSZKI, lub jeśli już z nami trenujesz, na bezpłatne OMÓWIENIE CELÓW i wspólnie osiągnijmy każdy cel w nowym roku!

UMÓW SIĘ

A mi nie pozostaje nic innego, jak życzyć Tobie samych sukcesów w Nowym Roku! Niech 2018 przyniesie samo zdrowie, pozytywną energię oraz wyzwania, które sprawią, że Twoje ambicje zostaną zaspokojone a także kolejne, jeszcze większe projekty, dzięki którym Twój rozwój będzie cały czas odczuwalny! DO USŁYSZENIA!

Łukasz

DLACZEGO MUSISZ BYĆ SILNY?

Posted Posted in WoD

Dzisiaj pora na nieco trudniejszy temat, bo podczas gdy większość amatorów-sportowców często uważa, że ich celem jest sylwetka, sprawne ciało, „gubienie”, czy „przybieranie” czegokolwiek… w tym czasie powinniśmy zadawać sobie nieco bardziej fundamentalne pytania… na przykład:

DLACZEGO MUSISZ BYĆ SILNY/SILNA? I czym w ogóle jest siła?

To jest dobre pytanie.. nie chcę pisać o rodzajach siły, bo co drugi lepszy specjalista od treningu zaczyna swój artykuł od tego, że mamy siłę maksymalną, eksplozywną, itd.. NIE O TO W TYM ARTYKULE CHODZI! Jeżeli chcesz „poznać” siłę od strony „technicznej”, to zapraszam do lektury artykułu Maćka Bielskiego na ten temat.

Tym razem chciałbym podejść do zagadnienia jednak nieco inaczej. Dlaczego? Bo nie interesuje mnie powielanie czegoś, co już zostało napisane. Oczywiście, mógłbym przedstawić swoje spojrzenie, ale wolę zrobić coś zupełnie innego.. a WIĘC! Czym jest ta siła?

Wg mnie należy rozgraniczyć dwa podstawowe kryteria, tj. siła fizyczna i psychiczna. Jasne, ktoś zaraz powie, że obie są powiązane itd. Jednak do czego dążę? Głównym celem budowania naszej sprawności fizycznej, jest głębszy aspekt psychologiczny! A być może „nie jest”, ale BYĆ POWINIEN! Jak to mawiają, „w zdrowym ciele, zdrowy duch”, mnie natomiast wydaje się, że jest dokładnie odwrotnie!

A dlaczego tak sądzę? Silne ciało nie gwarantuje, aczkolwiek pomaga w zbudowaniu silniejszej psychiki, ALE też silna psychika to podstawowe narzędzie do budowania siły fizycznej. Przez trudy przeżywane na treningach, nasz umysł niejako „automatycznie” zapisuje sobie informację, że „stać nas na więcej!”, wiemy wówczas, że żadna przeszkoda nie jest nas w stanie powstrzymać przed osiąganiem stawianych sobie przez nas celów. #NeverGiveUp.

A zatem, chcąc być w pełni wartościowym (hm… to dla każdego znaczy co innego!) człowiekiem powinniśmy dysponować pewnym, dość sporym zasobem siły. Coraz częściej ludzie marudzą, że „nie mają czasu„, że „ciągle ich coś boli„… co tak naprawdę jest tylko fizycznym wyrazem tego, że nie mają siły na to, żeby przemyśleć to, co jest dla nas w życiu ważne i jak to osiągnąć. Siła to nie jest jakaś naprawdę nieludzka zdolność, tylko cecha ludzi, którzy wiedzą, czego chcą. Ludzi, którzy mają plan działania, wiedzą że ich ciało jest narzędziem do osiągania pewnych założeń. Siła zatem nie równa się próżności i nie chodzi tu nigdy o „nabijanie” mięśni dla samej satysfakcji, że „rośnie” i dobrze (?) wygląda. Estetyka to inny temat.

Silny człowiek potrafi doskonale sobie poradzić w wielu sytuacjach, w których inni, mniej silni, powiedzieliby „DOŚĆ”. Potrafi, nawet będąc zmęczonym, trzeźwo podejść do trudnych sytuacji i poradzić sobie z nimi lepiej niż inni.

Co zrobić aby być  silnym?

Odpowiedź jest prosta, ale rozwiązanie niekoniecznie takie łatwe, bo wymaga odrobiny wysiłku i dyscypliny. Trzeba zadać sobie lub komuś, kto może w tym nam pomóc, odpowiednie pytania i poszukać wewnątrz siebie PRAWDZIWEJ odpowiedzi. Jeśli poświęcimy na to odpowiednią ilość czasu i uzyskamy naprawdę te odpowiedzi, które siedzą głęboko w nas i prowadzą do naszej satysfakcji życiowej, to już jest znakomity początek. Jeśli wśród naszych priorytetów, w ten sposób ustalonych, pojawi się zdrowie, to jeszcze lepszy start. A jeśli zrozumiemy, że aby być zdrowym, powinniśmy zadbać o rozwój silnego i sprawnego ciała, to wówczas jesteśmy na prostej drodze do sukcesu. Czasami będzie nam w tym potrzebna pomoc specjalisty, który pokaże nam jak sprawić, aby nasze ciało pracowało właściwie, zamiast samodzielnie robić sobie krzywdę, a wtedy jesteśmy już o krok od osiągnięcia stanu poczucia emocjonalnej kontroli, czyli siły umysłu… potem już nic nie jest nas w stanie powstrzymać!

Jeżeli jesteś już z nami, to wiesz dobrze, że do tego dążymy wspólnie z Tobą. A jeżeli nie było się jeszcze okazji poznać, a chcesz rozpocząć swoją przygodę ze stawaniem się silniejszym człowiekiem, zapraszamy na bezpłatną konsultację INTRO BEZ ZADYSZKI – http://box74.as.me – sprawdź naszą dostępność a następnie wybierz dogodną godzinę i wpadnij pogadać co możemy zrobić, aby pomóc Tobie w osiąganiu niemożliwego!

Do zobaczenia, siła z Wami!

Te nieszczęsne pull-ups

Posted Posted in WoD

Te nieszczęsne pull-ups…

No właśnie. Ilu z nas wciąż  zmaga się, niemal walczy z pełną determinacją i ciągle rosnącą frustracją choć o jeden pull up.  Niech to diabli nadal nic, a mija kolejny dzień tydzień, miesiąc, a może i rok. Czy to się da w ogóle zrobić?

Oczywiście, że się da. Trzeba tylko wiedzieć jak i mieć plan. Najlepiej dobry i sprawdzony.

A dobry plan, to połowa sukcesu.

Na początek trochę teorii. Pull up to ćwiczenie bardzo siłowe i jest wyznacznikiem naszej ogólnej sprawności fizycznej, dlatego często jest obecne podczas wszelkiego rodzaju testów. Nie należy do łatwych elementów, albowiem poprawne technicznie podciągnięcie angażuje niemal całe ciało.O ile siła ma ogromne znaczenie, o tyle nie każdy jest gotowy na swój pierwszy pull up z racji słabego chwytu lub braku mobilności w obrębie barków i  klatki piersiowej, a także nieefektywnej pracy mięśni stabilizujących nasz korpus. Zatem dopracowując do perfekcji nasz pierwszy pull up, pamiętajmy nie tylko o pracy nad siłą, ale również mobilnością.  

Mogłoby się wydawać, że to nasze bicki unoszą nas w górę, ale największą robotę wykonują mięśnie pleców . Głównie równoległoboczny, najszerszy grzbietu oraz czworoboczny. Cały ruch jest inicjowany przez łopatki, które powinny być ściągnięte do tyłu i do dołu, co zaangażuje najszerszy grzbietu. Pośladki spięte, brzuch napięty, stopy razem, wyciągnięte z przodu. Wypisz, wymaluj hollow position, ale w innej płaszczyźnie. Wykonując ruch w górę, przyciągamy łokcie w stronę miednicy, dzięki czemu barki będą poruszać się z linią ciała. Nie zadzieramy głowy do góry. Ruch zaczynamy w dole od wyprostowanych łokci, a kończymy z brodą nad drążkiem, wciąż utrzymując napięte ciało.

No dobra wiemy jak to ma wyglądać, ale jak to zrobić?Pull-Up

Na początek proponuję aktywny zwis na drążku,w pozycji hollow. Dzięki temu prostemu ćwiczeniu polepszymy swój chwyt oraz zwiększymy świadomość naszego ciała w tej fazie.Kolejny element, który pomoże nam w progresji,  to wiosłowanie w opadzie. Ponieważ jest to inna płaszczyzna ruchu, więc ćwiczenie to nie będzie miało bezpośredniego przełożenia na siłę przy podciąganiu, ale znacząco wzmocni te mięśnie, które przy pull-upie pracują. Wiosłować możemy przy użyciu sztangi, kółek gimnastycznych lub taśmy trx. Jeśli te ćwiczenia sprawiają nam coraz mniejszą trudność możemy zastosować  wariacje w postaci różnych kątów pracy, np.stopy na podwyższeniu lub dodatkowego obciążenia (np. kamizelka).

Jeśli z racji zaobserwowanego progresu chcemy wskoczyć poziom wyżej proponuję przejść do tzw. powtórzeń negatywnych. Przyjmujemy pozycję tak, aby broda znajdowała się nad drążkiem.Całe ciało oczywiście napięte.I teraz wolniutko opuszczamy się w dół, pamiętając o prawidłowym ustawieniu i kontroli w każdej fazie ruchu. Bardziej zaawansowani mogą dodać pauzę w poszczególnych fazach opuszczania, np. 5 sekund z brodą nad drążkiem, kolejne 5 sekund kilka centymetrów niżej itd.,itd., aż opuścimy się do pełnego wyprostu w łokciach.

A co z gumą zapytacie?
Według mnie powyższe ćwiczenia są najlepsze do tego, by oswoić pull upa. Jeśli dodamy do naszego planu  kilka ćwiczeń dodatkowych, np. plank lub hollow rock, a także wiosłowanie kettlem w opadzie, to podciąganie przestanie być problemem. Guma niestety jest najmniej efektywna, gdyż nie daje stałej asysty w całym zakresie ruchu.

Oznacza to, że najbardziej pomaga, kiedy jesteśmy w dolnej pozycji, a najmniej w górnej.To guma wykonuje za nas robotę i zamiast zaangażować mięśnie pleców, by wykonać ruch w górę, robi to guma, co powoduje dysproporcje w zakresie siły w różnych fazach podciągania.

Na koniec mała przestroga. Zapomnijcie o kipingach i baterflajach, dopóki nie będziecie w stanie zrobić kilku porządnych, siłowych podciągnięć. Odpuśćcie te bajeranckie wygibasy i dajcie pożyć waszym barkom.

Pamiętajcie, nie ważne co ćwiczycie, ale ważne jak.

Moc z Wami.
Przemek [Prze Ant],
Box74

PS. Jeżeli zależy Ci na szybszym osiągnięciu celu jakim jest Twój PIERWSZY PULL-UP – możesz skorzystać z tzw. SKILL SESSION, czyli krótkiej, 30 minutowej sesji z trenerem lub poprosić o przygotowanie planu treningowego specjalnie dla Ciebie. Porozmawiaj z jednym z naszych trenerów i zacznij się podciągać już za kilka tygodni!

Na fotce nasza Megii 🙂

Megii hang pull up