DLACZEGO MUSISZ BYĆ SILNY?

Posted Posted in WoD

Dzisiaj pora na nieco trudniejszy temat, bo podczas gdy większość amatorów-sportowców często uważa, że ich celem jest sylwetka, sprawne ciało, „gubienie”, czy „przybieranie” czegokolwiek… w tym czasie powinniśmy zadawać sobie nieco bardziej fundamentalne pytania… na przykład:

DLACZEGO MUSISZ BYĆ SILNY/SILNA? I czym w ogóle jest siła?

To jest dobre pytanie.. nie chcę pisać o rodzajach siły, bo co drugi lepszy specjalista od treningu zaczyna swój artykuł od tego, że mamy siłę maksymalną, eksplozywną, itd.. NIE O TO W TYM ARTYKULE CHODZI! Jeżeli chcesz „poznać” siłę od strony „technicznej”, to zapraszam do lektury artykułu Maćka Bielskiego na ten temat.

Tym razem chciałbym podejść do zagadnienia jednak nieco inaczej. Dlaczego? Bo nie interesuje mnie powielanie czegoś, co już zostało napisane. Oczywiście, mógłbym przedstawić swoje spojrzenie, ale wolę zrobić coś zupełnie innego.. a WIĘC! Czym jest ta siła?

Wg mnie należy rozgraniczyć dwa podstawowe kryteria, tj. siła fizyczna i psychiczna. Jasne, ktoś zaraz powie, że obie są powiązane itd. Jednak do czego dążę? Głównym celem budowania naszej sprawności fizycznej, jest głębszy aspekt psychologiczny! A być może „nie jest”, ale BYĆ POWINIEN! Jak to mawiają, „w zdrowym ciele, zdrowy duch”, mnie natomiast wydaje się, że jest dokładnie odwrotnie!

A dlaczego tak sądzę? Silne ciało nie gwarantuje, aczkolwiek pomaga w zbudowaniu silniejszej psychiki, ALE też silna psychika to podstawowe narzędzie do budowania siły fizycznej. Przez trudy przeżywane na treningach, nasz umysł niejako „automatycznie” zapisuje sobie informację, że „stać nas na więcej!”, wiemy wówczas, że żadna przeszkoda nie jest nas w stanie powstrzymać przed osiąganiem stawianych sobie przez nas celów. #NeverGiveUp.

A zatem, chcąc być w pełni wartościowym (hm… to dla każdego znaczy co innego!) człowiekiem powinniśmy dysponować pewnym, dość sporym zasobem siły. Coraz częściej ludzie marudzą, że „nie mają czasu„, że „ciągle ich coś boli„… co tak naprawdę jest tylko fizycznym wyrazem tego, że nie mają siły na to, żeby przemyśleć to, co jest dla nas w życiu ważne i jak to osiągnąć. Siła to nie jest jakaś naprawdę nieludzka zdolność, tylko cecha ludzi, którzy wiedzą, czego chcą. Ludzi, którzy mają plan działania, wiedzą że ich ciało jest narzędziem do osiągania pewnych założeń. Siła zatem nie równa się próżności i nie chodzi tu nigdy o „nabijanie” mięśni dla samej satysfakcji, że „rośnie” i dobrze (?) wygląda. Estetyka to inny temat.

Silny człowiek potrafi doskonale sobie poradzić w wielu sytuacjach, w których inni, mniej silni, powiedzieliby „DOŚĆ”. Potrafi, nawet będąc zmęczonym, trzeźwo podejść do trudnych sytuacji i poradzić sobie z nimi lepiej niż inni.

Co zrobić aby być  silnym?

Odpowiedź jest prosta, ale rozwiązanie niekoniecznie takie łatwe, bo wymaga odrobiny wysiłku i dyscypliny. Trzeba zadać sobie lub komuś, kto może w tym nam pomóc, odpowiednie pytania i poszukać wewnątrz siebie PRAWDZIWEJ odpowiedzi. Jeśli poświęcimy na to odpowiednią ilość czasu i uzyskamy naprawdę te odpowiedzi, które siedzą głęboko w nas i prowadzą do naszej satysfakcji życiowej, to już jest znakomity początek. Jeśli wśród naszych priorytetów, w ten sposób ustalonych, pojawi się zdrowie, to jeszcze lepszy start. A jeśli zrozumiemy, że aby być zdrowym, powinniśmy zadbać o rozwój silnego i sprawnego ciała, to wówczas jesteśmy na prostej drodze do sukcesu. Czasami będzie nam w tym potrzebna pomoc specjalisty, który pokaże nam jak sprawić, aby nasze ciało pracowało właściwie, zamiast samodzielnie robić sobie krzywdę, a wtedy jesteśmy już o krok od osiągnięcia stanu poczucia emocjonalnej kontroli, czyli siły umysłu… potem już nic nie jest nas w stanie powstrzymać!

Jeżeli jesteś już z nami, to wiesz dobrze, że do tego dążymy wspólnie z Tobą. A jeżeli nie było się jeszcze okazji poznać, a chcesz rozpocząć swoją przygodę ze stawaniem się silniejszym człowiekiem, zapraszamy na bezpłatną konsultację INTRO BEZ ZADYSZKI – http://box74.as.me – sprawdź naszą dostępność a następnie wybierz dogodną godzinę i wpadnij pogadać co możemy zrobić, aby pomóc Tobie w osiąganiu niemożliwego!

Do zobaczenia, siła z Wami!

Te nieszczęsne pull-ups

Posted Posted in WoD

Te nieszczęsne pull-ups…

No właśnie. Ilu z nas wciąż  zmaga się, niemal walczy z pełną determinacją i ciągle rosnącą frustracją choć o jeden pull up.  Niech to diabli nadal nic, a mija kolejny dzień tydzień, miesiąc, a może i rok. Czy to się da w ogóle zrobić?

Oczywiście, że się da. Trzeba tylko wiedzieć jak i mieć plan. Najlepiej dobry i sprawdzony.

A dobry plan, to połowa sukcesu.

Na początek trochę teorii. Pull up to ćwiczenie bardzo siłowe i jest wyznacznikiem naszej ogólnej sprawności fizycznej, dlatego często jest obecne podczas wszelkiego rodzaju testów. Nie należy do łatwych elementów, albowiem poprawne technicznie podciągnięcie angażuje niemal całe ciało.O ile siła ma ogromne znaczenie, o tyle nie każdy jest gotowy na swój pierwszy pull up z racji słabego chwytu lub braku mobilności w obrębie barków i  klatki piersiowej, a także nieefektywnej pracy mięśni stabilizujących nasz korpus. Zatem dopracowując do perfekcji nasz pierwszy pull up, pamiętajmy nie tylko o pracy nad siłą, ale również mobilnością.  

Mogłoby się wydawać, że to nasze bicki unoszą nas w górę, ale największą robotę wykonują mięśnie pleców . Głównie równoległoboczny, najszerszy grzbietu oraz czworoboczny. Cały ruch jest inicjowany przez łopatki, które powinny być ściągnięte do tyłu i do dołu, co zaangażuje najszerszy grzbietu. Pośladki spięte, brzuch napięty, stopy razem, wyciągnięte z przodu. Wypisz, wymaluj hollow position, ale w innej płaszczyźnie. Wykonując ruch w górę, przyciągamy łokcie w stronę miednicy, dzięki czemu barki będą poruszać się z linią ciała. Nie zadzieramy głowy do góry. Ruch zaczynamy w dole od wyprostowanych łokci, a kończymy z brodą nad drążkiem, wciąż utrzymując napięte ciało.

No dobra wiemy jak to ma wyglądać, ale jak to zrobić?Pull-Up

Na początek proponuję aktywny zwis na drążku,w pozycji hollow. Dzięki temu prostemu ćwiczeniu polepszymy swój chwyt oraz zwiększymy świadomość naszego ciała w tej fazie.Kolejny element, który pomoże nam w progresji,  to wiosłowanie w opadzie. Ponieważ jest to inna płaszczyzna ruchu, więc ćwiczenie to nie będzie miało bezpośredniego przełożenia na siłę przy podciąganiu, ale znacząco wzmocni te mięśnie, które przy pull-upie pracują. Wiosłować możemy przy użyciu sztangi, kółek gimnastycznych lub taśmy trx. Jeśli te ćwiczenia sprawiają nam coraz mniejszą trudność możemy zastosować  wariacje w postaci różnych kątów pracy, np.stopy na podwyższeniu lub dodatkowego obciążenia (np. kamizelka).

Jeśli z racji zaobserwowanego progresu chcemy wskoczyć poziom wyżej proponuję przejść do tzw. powtórzeń negatywnych. Przyjmujemy pozycję tak, aby broda znajdowała się nad drążkiem.Całe ciało oczywiście napięte.I teraz wolniutko opuszczamy się w dół, pamiętając o prawidłowym ustawieniu i kontroli w każdej fazie ruchu. Bardziej zaawansowani mogą dodać pauzę w poszczególnych fazach opuszczania, np. 5 sekund z brodą nad drążkiem, kolejne 5 sekund kilka centymetrów niżej itd.,itd., aż opuścimy się do pełnego wyprostu w łokciach.

A co z gumą zapytacie?
Według mnie powyższe ćwiczenia są najlepsze do tego, by oswoić pull upa. Jeśli dodamy do naszego planu  kilka ćwiczeń dodatkowych, np. plank lub hollow rock, a także wiosłowanie kettlem w opadzie, to podciąganie przestanie być problemem. Guma niestety jest najmniej efektywna, gdyż nie daje stałej asysty w całym zakresie ruchu.

Oznacza to, że najbardziej pomaga, kiedy jesteśmy w dolnej pozycji, a najmniej w górnej.To guma wykonuje za nas robotę i zamiast zaangażować mięśnie pleców, by wykonać ruch w górę, robi to guma, co powoduje dysproporcje w zakresie siły w różnych fazach podciągania.

Na koniec mała przestroga. Zapomnijcie o kipingach i baterflajach, dopóki nie będziecie w stanie zrobić kilku porządnych, siłowych podciągnięć. Odpuśćcie te bajeranckie wygibasy i dajcie pożyć waszym barkom.

Pamiętajcie, nie ważne co ćwiczycie, ale ważne jak.

Moc z Wami.
Przemek [Prze Ant],
Box74

PS. Jeżeli zależy Ci na szybszym osiągnięciu celu jakim jest Twój PIERWSZY PULL-UP – możesz skorzystać z tzw. SKILL SESSION, czyli krótkiej, 30 minutowej sesji z trenerem lub poprosić o przygotowanie planu treningowego specjalnie dla Ciebie. Porozmawiaj z jednym z naszych trenerów i zacznij się podciągać już za kilka tygodni!

Na fotce nasza Megii 🙂

Megii hang pull up

Open WoD 13/11/2017

Posted Posted in WoD

Poniedziałkowe harce będą wyglądać nieco inaczej niż piątkowy hardcore 🙂 Kto się przyłoży, odczuje dużą poprawę mobilności, a wkrótce też i siły! Dlaczego? Bo bierzemy się za kettle!

0-15 porządna rozgrzewka – Przemo pokaże Ci co robimy na treningach kettlowych, żeby dobrze przygotować ciało.. troszkę zwierzaków również nie zaszkodzi!

15-30 – DL 7X3 2KB – 7 serii, każda po 3 powtórzenia dwoma odważnikami, na zewnątrz nóg.. tutaj opis jak wykonać deadlift z 1 odważnikiem, Przemo pokaże Wam jak zrobić to z dwoma kuleczkami na zasadzie podobnej do walizek! Weź solidny ciężar od samego początku.. max to 2x32kg, więc jeśli będzie kolejka, robicie to w kółko.. dziewczyny mają nieco łatwiej, ale to nie znaczy, że powinny sięgać po ciężary mniejsze niż 2x20kg!


30-45 KB FSQ 2KB 7X3 – tym razem musiecie wykonać DOUBLE CLEAN i zejść 3 razy do przysiadu, również 7 serii. Dwie fajne kuleczki, które Cię nie zabiją! M
ożna tu obejrzeć jak to wykonuję, tylko po cleanach jest jeszcze press, Wy tego nie robicie! www.instagram.com/p/BbMYvDrBQQn Jeśli dasz radę, to 2×24/2x16kg to fajny wynik, ale na spokojnie brałbym 2x28kg, gdyby nie to, że na filmie robię 20 minut OMEM 😉 

45-60 TGU, czyli wstawanie tureckie – robisz 1+1/2+2/3+3 całość 2-3 razy jeśli czas pozwoli. Wybierz większy ciężar, jeśli to ćwiczenie idzie Ci dobrze i zrób 2 zestawy od 1+1 do 3+3, a jeżeli dopiero się uczysz, to weź coś mniejszego i ukończ 3 rundy! Moje wykonanie tutaj: https://www.instagram.com/p/BbP0j-hhPhK/

A Mirek podpowie, jeśli chcesz już wiedzieć jak to się robi!

Powodzenia! Udanego treningu! Widzimy się jutro 🙂
Łukasz

OpenWoD 10/11/2017

Posted Posted in WoD

Ho, ho, ho… co nas czeka w piąteczek? No na pewno nie będzie lekko..

Ale dobra, nie będziemy owijać w bawełnę. Lżej niż ostatnio! JUST KIDDING! POWRACA 16.4!

Robiliśmy już ten WoD nie raz, ale dla wielu będzie to pierwsze starcie! Tym razem zamiast AMRAPa 13 min, zrobimy to na zasadzie chippera! Lecimy aż skończysz..

A więc, co nas czeka:
For time:
55 deadlifts @102.5/70kg 

55 wall-ball shots 9/6kg
55-calorie row
55 handstand push-ups
TIME CAP 20 min!

Jak do tego podejść?

Po pierwsze musisz dobrze się rozgrzać – Prze Ant zaplanuje Ci odpowiedni wstęp! 😀

Potem ruszamy po 2 osoby, tak żeby nie „zablokować” wioślarza proponuję co 5 minut i niech zaczną „najszybsze” osoby.. kto planuje dłuższa przeprawę, niech zacznie nieco później. Jeżeli zdarzy się, że ktoś jeszcze będzie na wioślarzu, a Ty już skończysz piłkę, zacznij HSPU i potem dokończ wiosłami. Jeden raz nic się nie wydarzy z tego powodu!

Deadlift – tutaj bardzo ostrożnie dobierz ciężar! Większość osób powinna zrobić to na +/- 50-60% 1RM! Jeśli ta stówka Cię przerośnie, to wyobraź sobie co się stanie po WBS i wiosłach? Spokojne serie po 5 repsów powinny być wystarczające.. dla tych, którzy sięgną po 102.5/70 proponuję jedynki! Ewentualnie powiedz swoim plecom „adios” 😉

Wall Ball Shot – standard, trzymaj się planu.. 5×11 to fajna sprawa, ale nie każdy wydoli. Krótkie przerwy i mniej powtórzeń zapewnią większą oszczędność energii, w porównaniu do 25+20.. ale wybór należy do Ciebie. Weź 10kg, żeby było fajnie! Ale 9/6kg to RX.

ROW FOR CALORIES – tutaj wiosłuj spokojnie, rytmicznie, miarowo. Nie ma nic gorszego, jak spalić się na ergometrze i umierać na HSPU. Podejdź do tego taktycznie. Nie zrobisz tego nagle o minutę szybciej.

HSPU – jeśli nie robisz jeszcze pompek w staniu na rękach przy ścianie bez problemu po 8-10, to zrób to ćwiczenie w oparciu stóp o pudło. Pamiętaj o zachowaniu kąta prostego w biodrze. Przemo Ci pomoże jeśli nie wiesz o co kaman! 😉

Po zakończeniu sesji porozciągaj się dobrze!
POWODZENIA!
Łukasz

Dokładny opis tego treningu znajdziecie tutaj: https://games.crossfit.com/workouts/open/2016#workoutsTab4 

Pamiętajcie tylko, że w oryginale to był AMRAP!

Dla ciekawskich – tutaj znajdziecie OFICJALNE standardy – kierujcie się tym, o czym mowa jest w odniesieniu do samego ruchu, a niekoniecznie co do konkretnych zasad tego treningu. Chcemy, abyście kierowali się głównie JAKOŚCIĄ ruchu, który ma Wam służyć, zatem zeskalujcie odpowiednio ten trening, bo może się okazać ZABÓJCZY!

Jakie obuwie jest najlepsze na trening Cross?

Posted Posted in Blog, Knowledge
Jednym z wielu pierwszych pytań jakie padają podczas pierwszych treningów jest pytanie w czym mam przyjść na trening jak się ubrać i jakie zabrać buty. Postanowiłam pomóc Wam przybliżyć odpowiedź na to pytanie.
Wiele osób często bardziej przejmuje się jaką koszulkę założyć na trening niż tym co macie na nogach. To duży błąd. Dlaczego? W jakichkolwiek ciuchach zrobisz trening raczej nie wpłynie to na Twoje zdrowie, czy odpowiednią technikę, jednak to co macie na stopach może wpłynąć na to już w dość dużym stopniu. Odpowiesz, że przecież koszulka delty, czy innego tygrysa to rzecz święta i inaczej odprowadza pot, a zwykle bawełniane t-shirty to siara i brak lansu.. okey, ale ta koszulka nie zrobi przecież za Ciebie treningu. Buty też nie zrobią – odpowiesz – i masz po części rację. Jednak to, jak będzie układać się Twoja stopa i czy brakuje Ci mobilności i stabilności w stawach skokowych oraz stopach, po to aby kolana nie zapadły Ci się do środka podczas przysiadu, to już zupełnie inna bajka. Jakie więc powinno być idealne obuwie na trening? Szczerze? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ale powinieneś zwrócić uwagę na parę szczegółów.Znalezione obrazy dla zapytania adipower
1. Weź swoje sportowe buty które masz już jakiś czas i sprawdź, czy podeszwa nie jest zagnieciona, czy buty nie zapadają się w któraś ze stron itd. Jeśli but wygląda inaczej, niż w dniu zakupu i jest zdeformowany poprzez zużycie, to raczej nie powinieneś w nim ćwiczyć, a dodatkowo dzięki śladom na podeszwie dowiesz się, w którą stronę nieprawidłowo stawiasz stopę. I już możesz z taką informacją coś zrobić, np. przekazać trenerowi!
2. Jeśli Twój but to super hiper najlepszy model, który ma poduszkę powietrzną i ABS, aby twoja stopa czuła się w nim wygodnie, ma wyprofilowaną podeszwę i gumowe kołki rozpieszczające podbicie, może to również nie być idealny but treningowy na Cross’a. Dążmy do jak najbardziej naturalnych wkładek i braku sztucznych udziwnień. Co z tego że noga czuje się w tych butach jak w spa, skoro sztucznie jest podtrzymywania byś nie musiał się „starać” (czyt. używać potrzebnych do tego mięśni) gdy chodzisz?
3. Podeszwa powinna być płaska i w miarę Twojej dzisiejszej wrażliwości na wszelkie kamyczki – jak najcieńsza. Dlaczego? Przebiegnij kilometr po piasku i powiedz, czy nie bolą Cię stopy? Może Twój but rozpieszcza Cię tak bardzo, że stopa już dawno zapomniała jak powinna się naturalnie układać?
4. Stabilizacja, stabilizacja i jeszcze raz stabilizacja! Odpowiedni but jest w stanie zadbać o to, by stopa mocno trzymała się gruntu, by kostka nie latała na lewo i prawo, a jeśli masz problemy ze zwykłym POPRAWNYM przysiadem to tym bardziej powinno Ci zależeć na tym, by nie pogłębiać swoich problemów, lecz nad nimi panować w trakcie intensywnego treningu. Pamiętaj, jest czas na to by pracować nad techniką i eliminować swoje brakiZnalezione obrazy dla zapytania metcon nike shoe, ale nie ukrywajmy, że kiedy dochodzi do zmęczenia treningowego, to zwiększasz swoją szansę na powrót do starych, złych przyzwyczajeń i np. nadal garbisz się, kostki wpadają do środka a kolana przytulają się do siebie – wtedy dobre obuwie to podstawa. Nie od razu będziesz Bronkiem Olenkowiczem, czy Annie Thorisdottir, dlatego też nie oszczędzaj na butach i odrzuć w kąt te nienadające się do treningu.  Nie jest ważne tu, czy są one dopiero co zakupionymi „najkami” za 500 zł , czy wysłużonymi adasiami sprzed 10 lat – jeśli się nie nadają, to się nie nadają i tego nie zmienisz. A Twoje stopy (i wszystkie inne części ciała dzięki temu!) z pewnością podziękują Ci za to!
Podsumowując: szukaj takich butów, które będą Twoim sprzymierzeńcem, ale nie zrobią z Ciebie leniwca, który odczuwa ból gdy chodzi boso po trawie. Jeśli masz taką możliwość, to trenuj boso! Skorzystają na tym nie tylko twoje stopy, ale też cały układ nerwowy. Nauczysz się panować nad swoją postawą i tym jak układasz stopy na podłożu, a także zafundujesz sobie miły Znalezione obrazy dla zapytania crossfit nano6
automasaż i naturalny peeling. Jeśli miałabym jednak wymienić konkretne modele to mimo, iż artykuł nie jest sponsorowany, ani nie zawiera lokowania produktu warto zainteresować się chociażby nieśmiertelnymi Nano4 lub ich świeższymi odpowiednikami np Nano6/7, a także popularnymi Metconami 1,2 lub 3 😉 Jeśli na dzień dzisiejszy masz duży kłopot z wydaniem na obuwie 200- 300zł, to powiem Ci od razu, że warto jednak poczekać moment i dołożyć te parę złotych, niż inwestować w laczki z niższej półki, które i tak po czasie będziesz chciał zmienić na te bardziej spełniające Twoje kryteria. Pamiętaj, że trening Cross to nie tylko ciężary, ale także skakanie, bieganie, ciągła walka o lepszą stabilizację, szczególnie bez buta! But to tylko narzędzie, które znacznie ułatwi Ci pracę, ale najwięcej zależy od Ciebie!
Pozdrawiam,
Megii 🙂

Czy bieganie jest dla mnie? Krótka analiza

Posted Posted in Blog, Knowledge, Motivation, WoD

Do napisania tekstu skłoniły mnie przemyślenia w trakcie 3. edycji Półmaratonu Świdnickiego 🙂 w tej wspaniałej imprezie biorę udział od samego początku i nazwijmy ten początek jako start mojej nie aż tak długiej „kariery” biegacza. Świadomie umieszczam słowo kariera w cudzysłowie, ponieważ wypowiadam je z całą dawką ironii 🙂 W tym czasie pokonałem może nie aż tak dużo kilometrów, jak typowi biegacze, jednak zrobiwszy to w dość przemyślany i zaplanowany sposób. A więc do rzeczy…

Dlaczego warto biegać i czy każdy powinien biegać półmaratony?
Z pewnością odpowiedź na to pytanie jest twierdząca. Jak zwykle jednak pojawiają się LICZNE „ale”. Mam nadzieję, że czytający tekst biegacze spróbują zaakceptować to, że nie jest to z pewnością sport dla każdego, a na pewno nie dla osób, które dość długo nie podejmowały żadnej aktywności sportowej. Pomimo dostępności i praktycznie zerowego nakładu finansowego związanego z bieganiem, niestety nie każdy powinien uprawiać ten sport. I nie jest tu mowa o osobach z dużą nadwagą, czy po tzw. „przejściach”, czyli różnego rodzaju kontuzjach. Bieganie to mocno obciążający nasz organizm sport, nie tylko jeśli nastawiamy się na wynik i należy w odpowiedni sposób przygotować swój organizm do tego rodzaju wysiłku, nawet jeśli są to biegi rekreacyjne. Jeszcze większe przygotowania powinni poczynić biegacze nastawieni w jakimkolwiek stopniu na wynik. Czy to będzie czas, czy dystans, nie ma to większego znaczenia – przygotowanie do biegania to podstawa. Niewiele osób wie, że w czasie biegu nasze stawy narażone są na przeciążenia sięgające 2.5-3 razy wielokrotność naszej masy ciała, a każdy chyba przyzna, że to dość sporo. W trakcie półmaratonu wykonujemy około 20,000 kroków (upraszczając rachunek). To przy masie ciała 80kg jest 240kg x 10,000 (łącznie 2400000kg, czyli 2400 ton) uderzeń na każde kolano i staw skokowy oraz siłę przeniesioną na kręgosłup i pozostałe części ciała. Mając jakikolwiek problem z tymi partiami ciała wyobraź sobie czy robisz coś, co przynosi pozytywne skutki.. pomijając endorfiny po zakończonym wysiłku!

Jak się do biegania przygotować?
Przygotowanie do biegania rozpoczynamy na sali gimnastycznej, w domu, gdziekolwiek, jednak NIE ZACZYNAMY OD BIEGANIA – a z pewnością nie od razu na czas! Czy ktokolwiek wyobraża sobie sztangistę, który wychodzi bez rozgrzewki i robi rwanie 200kg sztangą od razu? Tak samo jak w przypadku pracy z ciężarami, bieganie wymaga przygotowania. Musimy odpowiednio rozgrzać nasze ciało. Jeżeli mamy jakiekolwiek ograniczenia ruchowe, pospinane mięśnie, powodujące bóle w różnych częściach ciała, to NIE POWINNIŚMY od razu zaczynać biegać. Odpowiednia dawka ćwiczeń rozciągających i siłowych sprawi, że nasz organizm będzie znacznie lepiej znosił trudy biegów. Gdy wiemy, że przebyliśmy jakiś uraz, podobnie jak w przypadku nagłych wypadków, powinniśmy udać się z tym do specjalisty. Tutaj z pewnością pierwszym kontaktem będzie usportowiony fizjoterapeuta. Dopiero po otrzymaniu zielonego światła od takiej osoby możemy iść na trening, znając poziom ryzyka jakiemu poddamy się trenując bieganie. Drugim krokiem byłoby skierowanie się do kumatego trenera. Nie takiego, który wczoraj zrobił certyfikat i rozdziela wszystkich wiedzą na prawo i lewo, ale kogoś, kto troszkę już pobiegał, paru różnych specjalistów z dziedziny poznał. Nie wiedząc, czy mamy odpowiedni poziom sprawności, ryzykujemy trwałym uszczerbkiem na zdrowiu.

Co może sprawiać, że nie powinniśmy biegać?
Krótko mówiąc brak sprawności. Jednak mało kto potrafi sam przed sobą w pełni świadomie i uczciwie to przyznać. Co definiujemy jako sprawność? No może nie idźmy aż tak daleko jak można by to zrobić, nawiązując do artykułu Grega Glassmana – What is fitness? Aczkolwiek to dość dobra analiza i zachęcam do jej wnikliwego przestudiowania! Dopiero gdy mamy pełną ruchomość stawów we wszystkich zakresach, zdrowe stawy i w miarę unormowany poziom tkanki tłuszczowej, można byłoby pokusić się o jakieś konkretniejsze formy biegania. Przed osiągnięciem tych celów powinniśmy zastanowić się głęboko, czy sam fakt posiadania (mało) prestiżowego tytułu „króla biegaczy z koroną na głowie”, podczas kolejnej wizyty u fizjo/chirurga/ortopedy, będzie miał duże dla nas znaczenie. Myślę, że tutaj każdy sam sobie odpowie i podejmie dalsze kroki wedle własnego uznania.

Jak rozegrać półmaraton będąc amatorem?Zdjęcie użytkownika RST Półmaraton Świdnicki.
Przede wszystkim na luzie. Potem odpowiednio oceniając stan swojego zdrowia i kondycji. Ciężko być w tym całkowicie obiektywnym, jednak warto np. zapytać swojego trenera, jeśli się z taką osobą współpracuje a ona ma choć nieco pojęcia o bieganiu. Po trzecie zadbać o regenerację przed biegiem i odpowiednie nawodnienie i odżywienie organizmu zarówno PRZED i PO biegu. Można by napisać tomy na temat przygotowań do samego biegu, jednak nie o tym dziś… A w trakcie samego wyścigu? Po pierwsze dobrze się bawić, po drugie słuchać własnego ciała, po trzecie trzymać się planu, jeśli takowy się posiada. A jeżeli mamy „dobry” dzień – również trzymać się planu! Czasami warto przycisnąć nieco więcej, ale trzeba mieć pewność, że ma się to „w nogach”, bo przedwczesny atak na wynik może zakończyć się mizernie.

Czy warto brnąć w zaparte tylko po to, żeby pobić „życiówkę”?
Sam zadawałem sobie to pytanie w sobotę i doświadczyłem dokładnie tego o czym piszę wyżej.. biegnąć na starcie wyszedłem jak szalony, ale tylko dlatego, że chciałem być nieco z przodu, tuż za Kenijczykami, poczuć ich energię i doświadczyć tego na chwilę. Świadomie jednak sprowadziłem się sam na ziemię i zwolniłem, mimo iż wyprzedzający Cię biegacze nigdy nie są powodem do radości. Zawsze mam plan na dany bieg i wiem, że warto się go trzymać. Gdy z 4:14/min na pierwszym kilometrze zrobiło się średnio 4:20 na drugim i tak powoli topniało do 4:30… pięć kilometrów w czasie 22:03 to raczej coś blisko rekordu życiowego, akurat nie było to planem, ale nogi miały dużo zapasu, więc szedłem tym tempem… po 6stym km dołączył do mnie Grzesiu Piotrowski i tak sobie do 13km szliśmy razem, pokonując 10km w 46:00 (wg zegarka 45:55), co również jest dla mnie PR’em… kolejny raz – nieplanowany. Dość pewny swoich nóg szedłem coraz wolniej od 8-13km, ponieważ to część trasy, gdzie mamy cały czas pod górkę.. zawsze pamiętam o tych wzniesieniach i zostawiam sobie więcej energii na końcówkę. Zwyczajowo atak przypuszczam na ostatnich 2 kilometrach, ale czułem się tak dobrze, że postanowiłem zacząć nadrabianie straconych sekund od końca wzniesień, czyli mniej więcej 13km.. i to był poniekąd błąd! Chyba zbyt wcześnie uwierzyłem, że mogę dobić do 4:30/km przez cały dystans, co równałoby się z wynikiem poniżej 1:35:00 i kolejną, nieplanowaną życiówką… mój motor miał dużo paliwa, czułem to, jednak zaczęły łapać mnie drobne skurcze. Świadom konsekwencji tego, co może się wydarzyć i odległości jaka dzieliła mnie od mety, postanowiłem nie ryzykować i musiałem zwolnić. Tempo średnie na określony sobie przeze mnie cel poniżej 1:40:00 to 4:45/km, a zegarek od 13km wskazywał nieubłaganie średnią 4:41, po 15km 4:42… wtedy byłem już pewny, że nie uda mi się pobić życiówki a bolące nogi już na tym etapie podpowiadały mi, abym nie robił sobie zbyt dużej nadziei na osiągnięcie celu dnia – 1:40:00.. po 18km zaczynałem obawiać się, że kopyta nagle poddadzą się, jednak nie dopuściłem do siebie tej myśli, w myśl zasady: #NeverGiveUp. Wiedziałem na co mnie stać i tylko kontrolowałem straty, obliczając w głowie tempo z jakim muszę się poruszać, aby dotrzeć do mety zanim cyferblat pokaże na ekranie 1:40:00… gdy docierałem do krzyczących kibiców wzdłuż ulicy Śląskiej byłem na skraju kolejnych skurczów i obawiałem się o to co może się wydarzyć jeśli, tak jak zwykle, poddam się emocjom i pozwolę sobie na sprint do mety. Tym razem głowa wygrała. Kontrolując czas na swoim zegarku, który wiedziałem że wskazuje czas o 5 sekund do przodu względem pomiaru oficjalnego, dokulałem się do mety w czasie 1:39:43, co dało ostateczny wynik 1:39:38 netto. Byłem z siebie dumny. Osiągnąłem założony cel i nie wyrządziłem sobie krzywdy.

Jakie z tego płyną wnioski?
Wydaje mi się, że będąc amatorem nigdy nie mamy dostatecznego powodu do tego, żeby to WYNIK liczył się bardziej, niż nasze zdrowie. Nie jest to tego warte i w obliczu cyferek późniejszy ból nie jest wart tego, aby w ogóle się przejmować tym, co wydarzyło się na trasie jeżeli chodzi o wynik. Wyciągając wnioski z tego „sezonu” biegowego (zakończonego 1 startem!), muszę przyznać, że naprawdę jestem zadowolony z tego, że stać mnie było na odpuszczenie biegania i naprawdę dużo pracy jeżeli chodzi o mobilność, rozciąganie, elastyczność… to samo w sobie zaprocentowało tym, że udało mi się w sobotę pojawić na mecie dokładnie w tym momencie, w którym sobie to założyłem. Choć w trakcie biegu przeszła mnie myśl, że wspaniale byłoby ponownie poprawić swój rekord, jestem 100% pewny, że tok wydarzeń sprawi, że za rok, a nawet już w marcu, wykonam lepsze przygotowania stricte biegowe i poprawię wynik z Sobótki z 2016 roku. I choć nie zamierzam zostawać typowym biegaczem pokonującym setki kilometrów miesięcznie, ponieważ uważam, że są efektywniejsze sposoby wzmacniania swojego ciała i pracy nad kondycją i sprawnością, to jest to część mojego warsztatu, dlatego na stałe wpisuję w swój kalendarz nasz świdnicki Półmaraton!

Pozdrawiam gorąco,
Łukasz

Zdjęcie użytkownika RST Półmaraton Świdnicki.

 

Dlaczego nie publikujemy opisu treningów z góry?

Posted Posted in WoD

Dlaczego nie publikujemy opisu treningów z góry?

W wielu boxach w kraju i za granicą treningi są publikowane z góry i każdy, kto chce może zapoznać się z tym, co będzie danego dnia wykonywane na treningu. U nas od samego początku nie robiliśmy tego i nie chcemy tego zmieniać… ale dlaczego?

W Crossie, jak i w życiu, jedną z wielu zalet jest jego nieprzewidywalność. Nie możesz wszystkiego zaplanować, przewidzieć ani przygotować się na wszystko! W imię zasady „Be prepared for unknown and unknowable” chcemy abyście Wy również posiedli taką umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków.

Nie patrzymy co robią inne boxy, ponieważ jeśli mielibyśmy to robić, to bylibyśmy po prostu ich kopią. Mamy własny pomysł na ten sport i konsekwentnie od ponad trzech lat go realizujemy. Wydaje nam się, ba, nawet wiemy, że wielu osobom to się nie podoba, ale to już inny temat. W tym samym czasie wiemy, że wiele osób docenia nasz wkład i lubi tą nieprzewidywalność. Nie znając treningu jest trudniej przygotować się do niego, ale od tego jest dana godzina, aby wszystko na spokojnie omówić z trenerem i rozbić w taki sposób na elementy, które jesteśmy w stanie wykonać. Ewentualnie możemy zawsze zapytać o coś zamiennego, co nie sprawi, że nasza drobna kontuzja powiększy się i będziemy robić sobie większą krzywdę, zamiast wykonywać postępy.

Również fakt, iż lubimy czasem zajrzeć do planu, który piszemy najczęściej na 2-3 miesiące naprzód, po to aby zmienić coś pod kątem danych zajęć, w danym dniu, jeśli uważamy, że przydałoby się zmienić nieco nacisk na inne elementy. Planując trening z góry, czasami byłoby to niemożliwe.

Jak zwykle każdy system znajdzie swoich zwolenników, jak i przeciwników. Oba mają pewnie tyle samo zalet, co wad. A my póki co tkwimy przy swoim i mamy nadzieję, że Wasza obecność i radość z treningów wynagradza to, że nie znacie ich dnia poprzedniego!

Pozdrawiam,
Łukasz

Dlaczego boli mnie _______ (wstaw część ciała, która boli)

Posted Posted in WoD

W zasadzie inspiracją do napisania tego tekstu były rozmowy z kilkoma konkretnymi osobami, ale jeśli jesteś jedną z nich, to proszę nie bierz tego materiału do siebie.. nie chodzi tylko o Ciebie! Ten wątek pojawia się coraz częściej, a z pewnością to tylko moje postrzeganie problemu się zmieniło, a sam temat jest stary jak świat…

No ale do rzeczy… Co chwila słyszę to zdanie: „Łukasz, nie mogę przyjść na trening, bo boli mnie _____________, chyba muszę zrobić przerwę, mój _________ (dowolna część ciała) nie daje rady”.

O MATKO BOSKA! No bo jak inaczej to podsumować? No może tzw. face-palm byłby bardziej na miejscu.

Nie ubliżając nikomu, ale wygląda to najczęściej tak:

  1. Coś zaczyna Cię boleć…
  2. Przez długi czas ignorujesz to, bo nasłuchałeś/-aś się, że „#NoPAIN, #NoGAIN” w wolnym tłumaczeniu, „jak boli, to znaczy, że rośnie” <– o zgrozo!
  3. Nadal ćwiczysz tak samo, to samo, bez informowania trenera o tym, że „coś jest nie tak”
  4. Pewnego pięknego dnia Twój zmęczony ciągłą walką organizm mowi „dość kur*a!”
  5. Nadal uczęszczasz na treningi, chociaż zaczynasz prosić swojego trenera o „wersje zastępcze”
  6. Boli, boli, boli… coraz bardziej boli.. ale oszukujesz się samego/samą, że przecież mniej (dobrze wiesz, że to nieprawda!)
  7. W końcu zaczynasz myśleć, że jednak to nie jest nic pozytywnego…
  8. Idziesz do lekarza (!!!) [trzy wykrzykniki to taki mały znak, że zaczyna mnie to jako autora przerażać! :P]
  9. Dostajesz „diagnozę”, która stwierdza, że (nic nie stwierdza), ale „musisz zrobić prześwietlenie” [na podstawie czego ?] albo brać ten i ten konkretny „lek” (bo przecież TO jest rozwiązanie problemu – ukryć go głębiej pod warstwą chemikaliów]
  10. Dodatkowo dostajesz od „lekarza” (dlaczego w cudzysłowie? nosz kur*a, dlaczego dlaczego?) zakaz ćwiczeń (auuuuuuuuuuuuuuuuuu!) i łykasz bez większych skutków te piękne pastylki.. przecież to LEKARZ zapisał.. [nadal nie wykrywasz sarkazmu?]
  11. Idziesz na prześwietlenie (nie do końca nadal wiadomo dlaczego i po co), dalej łykając tabletki, które swoje kosztują [i niszczą Ci układ pokarmowy i odpornościowy]
  12. Okazuje się, że masz „to coś, co lekarz podejrzewał”, ale nadal trzeba brać nasze „smakołyki”
  13. Tną Ci coś, czego w zasadzie w wielu przypadkach nie trzeba ciąć i dają kolejne „drażetki” a w gorszym przypadku nawet i zastrzyki!
  14. Sytuacja niby się poprawia, bo nie boli (w końcu nie ćwiczysz i łykasz tonę substancji przeciwbólowych, to dlaczego ma boleć, jeśli obciążenia na Twoim organizmie są dużo mniejsze), albo boli mniej, ale nadal nie możesz wykonywać w 100% tego, co byś chciał(a), czytaj TRENINGU, czy po prostu innych czynności życiowych!
  15. Przestajesz się ruszać i nabierasz dodatkowego ekwipunku w postaci X kg nadwagi, łykając swoje „pigułki”, bo TWÓJ lekarz tak kazał!
  16. W Twoim życiu brak ruchu, pojawia się za to więcej TV, siedzenia, możliwe, że piwkowania, itd, itp.
  17. Żeby nie bolało chodzisz na regularne masaże (czytaj mizianie), które uśmierza ból i sprawia Ci przyjemność, więc musi być pozytywne… jednak Twój/Twoja _________ (boląca część ciała), nadal daje Ci popalić już kolejnego dnia i nadal nie wiesz dlaczego…
  18. Pojawia się ból związany z brakiem ruchu – słaby kręgosłup, słabe wszystko, coraz słabszy układ odpornościowy katowany całą tą „lekomanią”.
  19. Idziesz ponownie na ćwiczenia, kompletnie nieprzygotowany i „domagasz się”, żeby nagle przestało boleć, ale na wszelki wypadek na zapas łykasz podwójną dawkę „sprawdzonych uśmierzaczy” bólu.
  20. Walczysz na śmierć i życie, powodując sobie jeszcze większy ból – w czasie treningu przecież wszystko jest super – adrenalina, dopamina działają, więc jest super!
  21. Nadal nie znasz przyczyny bólu, ale wiesz, że jak zapodasz Twoje „tabsy”, to na chwilę ból minie i gdzieś powoli przyzwyczaiłeś/aś się do tego cierpienia [ponoć uszlachetnia – albo „w końcu jestem już w takim wieku”]
  22. Znowu idziesz do lekarza, bo nie możesz już wytrzymać tej sytuacji…
  23. Przestajesz ćwiczyć, bierzesz kolejną porcję chemicznych środków, tzw. „leków”
  24. Koło się zamyka.

Czy znasz skądś ten scenariusz? Być może doświadczyłeś tego osobiście, a może ktoś z Twoich bliskich go właśnie przeżywa.. czy tak być musi? Otóż nie. Czy warto na chwilę się zastanowić nad tym? Wydaje mi się, że tak! Skąd to wiem? Ponieważ sam przechodziłem podobną drogę. Ten przykład na górze jest może znacznie przerysowany, choć uważam, że problem jest duży, bo chcąc pomagać innym, musimy zrozumieć, że często jest dużo lepsza droga. Nie mówię, że 100% przypadków nie kwalifikuje się do lekarza, ale nie powinin on być wg mnie pierwszym krokiem na drodze do rozwiązania kłopotów ruchowych. Szczególnie w erze, gdy pacjent otrzymuje zwyczajowo max. 5 minut uwagi lekarza ogólnego, który najczęściej nie ma pojęcia co dolega tej osobie. Nic dziwnego, że dla „świętego spokoju” i „wyrobienia normy” przepisuje coś przeciwbólowego i ma „spokój”. W jego mniemaniu.

Co zatem?

  1. Coś zaczyna Cię boleć…
  2. Pytasz trenera co to może być.
  3. Masz na uwadze, że trener, jeśli nie jest fizjoterapeutą, może pomóc tylko w pewnym stopniu zdiagnozować problem, ale traktujesz jego zalecenia z odpowiednią dawką dystansu i jeśli problem jest na tyle poważny, udajesz się do (najlepiej sprawdzonego przez trenera – jeśli do niego masz zaufanie) fizjoterapeuty.
  4. W międzyczasie i w oczekiwaniu na wizytę, próbujesz wykonać ćwiczenia rozciągające polecone przez trenera, któremu ufasz.
  5. Problem znika raz na zawsze lub…
  6. Problem znika, jednak po jakimś czasie wraca – zadajesz sobie pytanie: „czy wykonywałeś/-aś te ćwiczenia naprawdę regularnie i przyłożyłeś się do tego?” Come on, naprawdę myślisz, że rozciąganie się 1-2 w tygodniu po 10 minut pozwoli Ci rozwiązać coś, co sprawia ból od X tygodni/miesięcy, czy lat?
  7. Jeśli ból nadal jest obecny – idziesz do fizjoterapeuty.. najlepiej takiej osoby, która sama uprawia aktywnie sport i jest doświadczona w zawodzie. Trudno mówić o kompetencjach kogoś, kto ledwo ukończył studia, chociaż w mniej problematycznych przypadkach pomoc takiej osoby może być równie skuteczna! Jeśli potrzebujesz pomocy w znalezieniu odpowiedniego terapeuty, poproś o to swojego trenera!
  8. Udajesz się na wizytę, podczas której dowiadujesz się, że mięsień _______________ jest mocno spięty i powoduje złe ustawienie ___________, co kończy się tak, że boli Cię _________________.
  9. Podczas wizyty specjalista rozluźnia Ci _____________ i przestaje Cię boleć _______________.
  10. Dostajesz konkretną diagnozę i wiesz co powoduje Twój ból.
  11. Dostajesz zestaw ćwiczeń, które wykonujesz regularnie przez okres wskazany przez fizjo. Ewentualnie dostajesz informację na temat dalszych badań, które są wymagane do dalszego leczenia.
  12. Cały czas uczęszczasz na treningi, ale Twój trener wie co Ci dolega i wyposażony w te informacje może w odpowiedni sposób zmodyfikować Twój trening, tak aby poprawić ruchomość mięśni, które powodują ból.
  13. Jeśli ból wraca wiesz co go powoduje i możesz świadomie go ograniczyć lub wyeliminować, zastępując ćwiczenia, których odradzają zarówno trener, jak i fizjoterapeuta.
  14. Jeżeli okazuje się, że doszło do zniszczenia tkanek, zerwania czegokolwiek, czy innych bardziej skomplikowanych urazów, które wymagają interwencji lekarza, dopiero wówczas dostajesz do niego skierowanie. Wiesz jednak już na tym etapie co Ci dolega.

Czy ta druga procedura nie jest zdecydowanie lepsza? Oczywiście, nie każdy scenariusz da się przewidzieć w takim stopniu, jak tego dokonałem powyżej. Często od razu wiadomo, że musimy udać się do lekarza, ale nie daj się zwariować. Musisz zrozumieć, że Twoje zdrowie to priorytet i wizyta u fizjoterapeuty ma za zadanie przywrócić Ci je jak najszybciej, a dzięki temu, zamiast patrzeć na to przez pryzmat dodatkowych kosztów, jesteś w stanie praktycznie od razu wrócić do „normalnego” trybu życia, zamiast tygodniami cierpieć bez potrzeby. Wizyta u lekarza nie jest często konieczna jako pierwszy punkt kontaktu, a 5-minutowa rozmowa z lekarzem ogólnym tak naprawdę niewiele daje w porównaniu z 45-60 minutami z kimś, kto może pomóc często „od ręki”.

Przemyśl to kolejnym razem gdy coś Cię zacznie boleć. No i przede wszystkim podziel się tym ze swoim trenerem tak szybko, jak tylko się da, czyli przed kolejnym treningiem!

Pozdrawiam,
Łukasz

Czy powinniśmy bać się przyrostu mięśni?

Posted Posted in WoD

Czy powinniśmy bać się przyrostu mięśni?

Ten temat wydaje się być adresowany głównie dla kobiet, ale nie rezygnuj drogi Panie.. może wyniesiesz z tego więcej niż Ci się wydaje!

A więc, o co chodzi?

Któryś już raz z kolei, rozmawiając z kobietami, słyszę: „…ale ja nie mogę trenować w ten sposób, bo przecież zaraz nabiorę masy i…. (tu wstawmy powód, który powoduje, że dana Pani nie chce wyglądać wg niej samej jak…. ___ <– tu wstawmy cokolwiek „nieapetycznego”).

Znasz ten scenariusz? Bo ja aż za dobrze. Czy to jest prawdziwa kolej rzeczy? JASNE, ŻE NIE.

Bo co się dzieje, gdy kobieta zaczyna trenować cokolwiek i dlaczego obawia się tego, co podała jako swój powód?

Najczęściej babki wcale nie mają „tendencji” do przybierania mięśni, aż tak bardzo, jak im się „wydaje”. To fakt. Mężczyzna buduje masę mięśniową dużo szybciej i to, co nasze kochane babki nazywają po angielsku „bulkingiem”, to tak naprawdę połączenie dwóch czynników.

Jednym z nich jest rzeczywisty przyrost masy mięśniowej – znikomy czynnik, a drugim często brak wiedzy na temat odpowiedniego odżywiania w sporcie. Naturalnym jest, że przy nagłym zwiększeniu wysiłku, wzrasta nasze zapotrzebowanie na energię. Co się wówczas dzieje? No chce nam się więcej jeść. Tzw. syndrom nagradzania powoduje, że przecież skoro „tyle się namachałam” na siłowni/stadionie, czy gdziekolwiek indziej… to przecież naturalnie mogę sobie to „wynagrodzić”. Otóż nie. Dlaczego? Bo zamiast tracić tkankę tłuszczową, nie dość, że nabieram nieco masy mięśniowej, to „tyję”, czyli po naszemu: „zwiększa się moja masa ogólna”… a to przecież wg większości z nas: „nie jest dobre!”. A co gdyby moja masa ogólna była taka sama, a zgubiłabym tłuszcz? Czy wtedy będą „przeszkadzać mi” moje „nowe” mięśnie? Wydaje mi się, że nam Twoją odpowiedź.

Kalorie to jedynie jednostka miary energii. 100kcal ze śmieciowego jedzenia, to nie 100kcal z dobrego jakościowo pożywienia. To wie już niby każdy. A jednak nadal wpierniczacie drogie Panie (i Wy też Panowie!) masę smakołyków różnej maści, bo to przecież „dozwolone”. Albo wydaje się, że zdrowe. Przecież spaliłam to wszystko na treningu. A guzik prawda. Nie tędy droga!

Jak temu zapobiec? Odpowiedź już nie jest taka prosta i każdy musi znaleźć odpowiednie, często indywidualne rozwiązanie, które będzie działać w jego/jej przypadku. Chcemy doprowadzić do odpowiedniego bilansu, a w zasadzie deficytu kalorycznego, który nie rozchwieje balansu hormonalnego naszego organizmu. Bo stąd o krok do sytuacji, w której żaden trening nie pomoże, nawet w ilości 10 jednostek na tydzień… My jesteśmy w stanie zapewnić taką kontrolę nad naszymi klubowiczami, poprzez regularny kontakt i konsultacje.

A sam fakt budowania masy mięśniowej… hm, no cóż. Mięśnie i to silne/sprawne/rozciągnięte, przydają się każdemu. Wcale nie będą wyglądać brzydko, gdy będą delikatnie zaznaczone na ciele pozbawionym tkanki tłuszczowej, która to właśnie jest Waszą przeciwniczką drogie Panie. Zaatakujmy temat w odpowiedni sposób, poprzez redukcję zbędnej tkanki, nie skupiając się przesadnie na mięśniach, które wcale nie są naszym wrogiem!

Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na ten temat – wykręć telefon i zapytaj… jestem po drugiej stronie!

Pozdrawiam,
Łukasz

74 660 6600

Znalezione obrazy dla zapytania bulk up women

Co chcesz osiągnąć?

Posted Posted in WoD

Dlaczego posiadanie konkretnego celu ułatwia odnoszenie sukcesów i zapewnia szczęście

Coraz częściej widać kto przychodzi do nas w ściśle określonym celu, a kto po prostu się zmęczyć. Nie bierz tego do siebie, ale chcąc pomóc komukolwiek po prostu muszę wiedzieć jaki masz cel. Musisz to wiedzieć zarówno TY I JA! Chcemy to wiedzieć. Oboje chcemy przecież tego samego – Twojego sukcesu! Aby to osiągnąć potrzebne są nam jednak pewne wskaźniki… ale cóż to będzie zapytasz? To już od Ciebie zależy. A jeśli nie wiesz, to postaram się w tym pomóc 🙂

Być może w przeszłości zdarzało Ci się zaczynać coś i nie kończyć tego. Zastanów się, czy było Ci potem nieco żal, że poświęcony czas minął bezpowrotnie, a Ty nadal znajdowałeś się w tym samym miejscu? Nie martw się, mnie też to się zdarza, ale na szczęście coraz rzadziej! Zaraz powiem Ci jak do tego dojść!

Wiedząc co chcemy osiągnąć i potrafiąc to zdefiniować, łatwiej jest dotrzeć do takiego celu, przyznasz mi rację? Ale jeśli masz wątpliwości, to zastanów się, czy gdybyś wiedział, że szukasz ciepłego kraju w Europie na wakacje, to znacznie ułatwiłoby wybór, zamiast rozglądać się za wszystkimi dostępnymi opcjami na całej kuli ziemskiej. To tylko trywialny przykład na to, że mając jakiś cel, jesteśmy już siłą rzeczy bliżej jego osiągnięcia, niż gdy robimy coś tylko dla samego „zabicia czasu”. W przeciwnym razie nie wiesz, czy nie „dryfujesz” w miejscu…

Mając określony cel już wiesz (a jeśli nie, to masz od tego trenera, aby pomógł Ci go wyznaczyć), że musisz wykonać pewne czynności, aby go osiągnąć. Z pewnością na Twojej drodze pojawią się przeszkody (wysiłek), które mogą Cię zniechęcić, ale takie bariery są niczym w przypadku osoby zdecydowanej zrobić wiele, aby otrzymać (osiągnąć) w nagrodę swoje upragnione wakacje (cele).

Jeśli do tego dołożymy umiejętność zrozumienia dlaczego pewne kierunki podróży (ćwiczenia) pomagają nam w osiągnięciu naszego celu – odprężenia i wypoczynku (dobrej formy, schudnięcia, itp.), będzie nam zdecydowanie łatwiej wybrać odpowiednią ofertę (klub) i tym samym zapewnić sobie sukces, czyli większą produktywność po powrocie z wakacji (treningu).

Biorąc pod uwagę, że aby zachować motywację potrzebne są nam sukcesy odnoszone „po drodze”, np. wycieczki fakultatywne (pierwszy pull-up), czy inne atrakcje – np. ogrzewany basen (zwiększone zakresy ruchowe po mobility) i inne gadżety (30 DU unbroken), tylko wtedy wiemy, że zmierzamy w dobrym kierunku!

Drobne sukcesy połączą się wówczas w jedną wielką, przyjemną i wartościową wycieczkę i pozwolą nam ujrzeć sens całej podróży 🙂 Choćby dlatego warto ustalać sobie ściśle określone, precyzyjne, osadzone w czasie i osiągalne cele.

Zapraszam w podróż! A w razie kłopotów z doborem wycieczek zapewniamy przewodnika (trenera) 😉 Każdy kto trenuje u nas doświadczy tego na własnej skórze!

Pozdrawiam,
Łukasz