web analytics

Historia pewnego chłopaka – część 8

Opublikowane przez Łukasz w dniu

Rozpoczęcie nowej drogi w życiu jest często naprawdę bardzo trudne. To jest historia kogoś, kto chciał zacząć żyć zdrowiej i dłużej, lepiej. „Michał” to jego pseudonim i jako, że nie lubi on publikowania o sobie na łamach internetu, czy nawet mówienia o sobie, to uszanujemy jego prywatność. Jeżeli przegapiłeś część siódmą, znajdziesz ją tutaj.
W tym tygodniu wydarzyło się kilka rzeczy. Najpierw jednak pora na krótki żarcik: „Skąd wiesz, że ktoś chodzi na Crossa?” „Nie martw się, sam Ci o tym powie” To prawda. Nic dziwnego, że ludzie nazywają to kultem – jesteśmy jak grupa ludzi ubranych w szaty na rogu ulicy, bijących bębny i rozdających kwiaty. To jak przeciwieństwo Fight Club. Pierwszą zasadą Crossa jest „Mówić o Crossie”. Druga zasada brzmi „Porozmawiajmy o Crossie”. Poszedłem na kosza we wtorek wieczorem. Opuściłem sporo zajęć w tym roku, ponieważ … no cóż, jest Cross. Ale czuję się dobrze, a mój trener powiedział mi, żebym wrócił do trzech treningów w tygodniu podczas Open, ale żeby dodać jeden dzień na inny sport lub lekkie cardio. Nie biegam, więc wracam do koszykówki we wtorki wieczorem. Zaliczyłem niezły start. W pierwszej połowie pojawiło się kilka przytyków od chłopaków: „Hej, nie szalej „dzieciaku”. Czy aby na pewno nie zapomniałeś swojego wieku? „Ale udało mi się to utrzymać moc aż do końca drugiej połowy. Potem w szatni byłem cały spocony, jednak czułem się znakomicie. Czasami odczuwam ból w dolnej części pleców, to jednak nic w porównaniu z tym, co kiedyś czułem. Chłopaki śmiali się z tego, jak bardzo się pocę (nigdy wcześniej się nie męczyłem), ale dwóch z nich skomentowało, że jestem pełen energii. Pytali: „Skąd masz taką energię? Czyżbyś miał nową dziewczynę?” Najlepsze z tego wszystkiego jest to, co prawie im odpowiedziałem „Tak, to moja żona”. Nie wchodzę w szczegóły, bo wiem, że to przeczyta. W każdym razie miałem pomysł. Na Crossie, trener zawsze nazywa nas „sportowcami”, nawet gdy jesteśmy zwykłymi ludźmi, tak jak ja. Kiedy zaglądam na tablicę wyników, aby prześledzić nasze wyniki czuję się jak sportowiec. W ciągu ostatnich kilku miesięcy zacząłem czuć się jakbym karmił sportowca, trenując sportowca. Nigdy nie byłem prawdziwym „sportowcem” (albo nigdy nie myślałem o sobie jako o kimś takim), ale teraz zacząłem myśleć w ten sposób. A kiedy myślisz „jestem sportowcem”, zaczynasz traktować jedzenie inaczej i nie odpuszczasz swoich treningów. Nigdy też nie myślałem, że chcę rywalizować w Crossie. W czasach, gdy chodziłem na siłownię, rywalizacja w „fitness” oznaczała stanie na scenie w kąpielówkach ze sztuczną opalenizną. Teraz oznacza to coś innego: jak jakaś gra. Biorę udział w Box74 Open z zespołem innych osób z boxa i po prostu staram się tak ciężko, jak tylko mogę na treningu po to aby poprawić swoje wyniki. Pisanie tego wydaje się śmieszne, ale naprawdę budzimy się rano, idziemy do Box74, aby zrobić mega ciężki trening na sali gdzie nie znaliśmy jeszcze nikogo trzy miesiące temu. Ponieważ jesteśmy sportowcami i oni są w naszym zespole. Siedzimy w tym razem. Moja żona pozostała konsekwentna dzięki swoim treningom indywidualnym. To był jej cel, dopóki sezon podatkowy się nie skończył. Jeszcze trochę tego zostało. Mówi, że nie jest tak źle w tym roku. Mniej stresu i jest bardziej skupiona. Myślę, że te małe „grzeszki”, jakie mieliśmy popełniać w ciągu ostatnich lat (czytaj słodycze) prawdopodobnie powodowały to, że nigdy nie mogła się skupić i była tak nerwowa. Pewnie, łatwo to powiedzieć teraz, z perspektywy czasu.
Wkrótce podsumowanie całego cyklu. Athletes Running on Track and Field Oval in Grayscale Photography